Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny Weasley. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Fair play.


-Wszyscy gotowi? Zaraz rozpocznie się wydarzenie tego sezonu, nie licząc oczywiście odkrycia nowej formy chraptaka płaskonogiego. Mecz Gryfoni kontra Ślizgoni! Nagrodą jest puchar Quidditcha, wszyscy zawodnicy są na pewno zestresowani, więc wspomóżcie ich gromkimi brawami! - mówiła do mikrofonu Luna Lovegood pod czujnym okiem profesor McGonnagall.

Już po jej wprowadzającym przemówieniu zawodnicy pojawili się na boisku.

Ubrani w szkarłatne stroje Gryfoni oraz odziani w zieleń Ślizgoni.

-To ma być ładna i czysta gra. - dodała jeszcze pani Hooh patrząc bardziej w stronę szukającego Slytherinu. Ten uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

Harry Potter i Draco Malfoy uścisnęli sobie ręce, jak przystało na kapitanów przeciwnych drużyn. Za nimi znajdowały się takie osoby jak Ginny Weasley, Blaise Zabini, Ron Weasley, Vincenty Crabbe, Katie Bell czy Gregory Goyle.*

-Uwaga! Wszyscy przygotowani? - usłyszeli głos komentatorki i ustawili się na pozycjach. - I ruszyli!

Kafel w locie. Tłuczki w locie. Brak znicza.

Draco i Harry wzlecieli wysoko nad arenę, by porobić kilka kółek z daleka od niebezpiecznej gry.

-Ginny przejmuje kafla i pędzi niczym ględalek niepospolity! Mija obrońcę Slytherinu, wykonuje zamach i... 10 punktów dla Gryffindoru po kilkunastu sekundach meczu! Brawo dla Ginny! - Luna zaklaskała w ręce, a publiczność chętnie (przynajmniej połowa) jej zawtórowała.

Rudowłosa delikatnie się uśmiechnęła i wróciła na swoją pozycję pokazując kciuk w górze.

Napastnik Slytherinu tylko uniósł brwi.

-Katie Bell ma Kafla, ale ałłł... to musiało boleć. Jeden z pałkarzy Slytherinu mocno pokazał jak bolesne może być użycie tłuczków. Piłkę przejmują Ślizgoni. Cassius Warrington podaje do Vaisey'a, który przerzuca kafla nad Ronem Weasleyem, kafel leci jednak poza obręcze, ale! Łapie go Blaise Zabini i strzela trafnie. Ślizgoni zyskują 10 punktów, mamy więc remis.

Ciemnoskóry zaśmiał się patrząc na Rona, po czym odwrócił wzroku. Uniósł kciuk w górę.

-Blaise nie próżnuje! Od razu zabiera piłkę Demelzie, odpycha mocno Rona, nieładnie, oj nieładnie, i dodaje do punktacji Slytherinu kolejne 10 punktów.

Zabini ukłonił się delikatnie w stronę wiwatujących kibiców Slytherinu, po czym uniósł w górę palec wskazujący i środkowy.

Minęło kilka minut, kilka bramek, jednak znicz wciąż się nie pojawiał. Był remis - 70 do 70.

-Piłkę przejmuje Demelza Robins, oddaje kafla Ginny, ale... O, coś złotego! Pojawił się znicz! - zaśmiała się blondynka.

Nie trzeba było dwa razy powtarzać.

Pojawienie się małej piłeczki spowodowało prawdziwy gwar na trybunach. Z powietrza wystartowali jak dzicy Draco Malfoy i Harry Potter, ramię w ramie, w kierunku złotej piłeczki.

-Idą łeb w łeb! Ale nie możemy zapomnieć o grze. Ginny jest już przy bramce Ślizgonów, mija obrońce, strzela i... Ooo nie! Co tam robił Blaise Zabini?

-Nie tym razem. - powiedział chłopak.

-Jesteś tego pewny? - odparła rudowłosa.

-Jak zawsze.

-Ginny łapie ponownie kafla, zamachuje się i... znowu obronił! Blaise jest ewidentnie w dobrej formie i to na każdą pozycję.

-Panno Lovegood! - oburzyła się profesor McGonnagall słysząc śmiechy ze strony publiczności.

-Macie nieczyste myśli. - pokręciła głową blondynka. - Blaise złapał kafla i ruszył w stronę bramki Gryfonów z Ginny na ogonie. Harry i Draco wzlecieli wysoko w powietrze szukając znicza. Wszystko się może wydarzyć. Oh, nie wiem jak to się stało, ale Ginny ma kafla! Blaise leci tuż obok niej!

-Nie pozwolę Ci. - powiedział chłopak.

-Nie masz nic do powiedzenia. - zaśmiała się dziewczyna.

-Jednak mam. Troszkę Cię już poznałem i wiem, że masz łaskotki. - powiedział, wychylił się, wyciągnął rękę, która powędrowała w okolice żeber panny Weasley.

Dziewczyna najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać, a z jej rąk wypadł kafel.

-Kretyn. Jak mogłeś? - mruknęła nurkując po zgubioną piłkę.

-To nie jest faul, tylko przemyślane zagranie. I nie mogłem pozwolić byś miała na koncie więcej bramek niż ja. - odparł Ślizgon lecąc tuż za nią.

W tym właśnie momencie dwie postaci runęły na ziemię ramię w ramię. Dosłownie. Prawa dłoń blondyna i lewa dłoń bruneta były złączone, co wywołało dziwne dźwięki ze strony publiczności. Dopiero po chwili wyleciał z nich złoty znicz.

-Koniec meczu! - krzyknęła Luna. - Wygląda na to, że obaj panowie złapali znicza, więc najsprawiedliwiej będzie podzielić punkty za jego złapanie na pół i dodać do punktów drużyn. Tak więc Gryffindor ma teraz 145 punktów i Slytherin także 145 punktów! A więc remis!

-Ty kretynie! - prychnęła Ginny. - Gdybyś mnie nie łaskotał zdobyłabym bramkę i byśmy wygrani.

-Kochana, dziwię się, że chodząc ze mną jeszcze nie załapałaś, że opłacalne jest używanie iście Ślizgońskich metod.



~fin~

* Nieco zmieniłam skład reprezentacji Slytherinu. Draco jest szukającym i zarazem kapitanem, a zamiast Urquhart'a (prawdziwego kapitana i ścigającego) Ślizgoni mają Blaise'a Zabiniego.

Takie małe, krótkie coś. Jakoś tak chciałam napisać coś o Ginny i Zabinim i tak jakoś coś w ten deseń wpadło mi do głowy. Po raz pierwszy musiałam opisać mecz, nie uważam się za dobrą w tej dziedzinie, ale też można poćwiczyć. Piękna pogoda, więc lecę na spacer. Do zobaczenia ;)

piątek, 13 marca 2015

I have the time of my life fighting dragons with you *

~~~

Piątek trzynastego to mój wyjątkowy dzień, bo właśnie dzisiaj kończę 18 lat ^^

Chyba jestem jedyną osobą, która sama sobie pisze w taki dzień opowiadanie, ale chciałam jakoś to uczcić i tutaj, a przy okazji pokazać jak "świętuję" ze swoimi ulubionymi bohateram wewnątrz mojej głowy. Nie jest to szczyt moich możliwości, bo pisałam to naprawdę na szybko, zaraz mam rodzinną imprezę, a jutro z przyjaciółmi, więc nie bardzo miałam kiedy się za to zabrać. Ale już nie będę przedłużać ;)

Uwaga -> Pod całym opowiadaniem będzie spis jakie osoby są skąd, gdyż kilku na pewno nie znacie ;>



~~~



I said remember this moment *

Muzyka dudniła w uszach, światła wskazywały tu kolor czerwony, tam zielony, a tam jeszcze żółty. Barek był w pełni wyposażony w kolorowe drinki i napoje, które goście chętnie przyjmowali do swych ust.

Parkiet był cały zapełniony kolorowymi głowami, jedna zasłaniała drugą, niżsi w ogóle przestali być widoczni dla patrzących ze stolików.

Muzyka przepełniała całą salę, gości i solenizantkę. Wszakże świętowała ona przy swoich ulubionych piosenkach grywanych przez jej ulubioną blondynkę i ulubionego rudzielca.

Jeśli chodzi o gości, było tu pewne zróżnicowanie.

Na środku parkietu jak nikt kręciła się śliczniutka blondynka z kolczykami w kształcie rzodkiewek i naszyjnikiem z korków po kremowym piwie. Jej partner siedział przy barze z butelką Ognistej whiskey próbując dostrzec dziewczynę w tłumie. Z mizernym skutkiem.

-Daj spokój Malfoy, zaraz wróci, będziemy śpiewać sto lat. - Blaise Zabini zmaterializował się tuż przy jego boku uśmiechając się od ucha do ucha.

-Za dużo pijesz. - odwarknął ten. - Ta Weasley ma na Ciebie zdecydowanie zły wpływ. Nie potrafię sobie wyobrazić jak będę śpiewał komukolwiek jakieś 'sto lat'. I Ciebie także sobie tak nie wyobrażam. To upokarzające.

-Mówi to chłopak Lovegood. - Pansy Parkinson oparła się o ramię przyjaciela. - Zresztą chyba nie masz wiele do powiedzenia. Zaśpiewasz jej czy tego chcesz czy nie.

-Phi, nie ma mowy. Te piegi Waszych partnerów dotarły do Waszych mózgów i zrobiły tam niezły sajgon.

-Draco. - dziewczyna westchnęła. - Nie myśl, że to straszne i po prostu to zrób. Szybko minie. Bezboleśnie.

-To uwłacza mą godność.

-Wiem coś o tym. - blondyn siedzący obok ze szklanką brandy naraz włączył się do rozmowy. - Dorian mam na imię.

-Wiesz, kogoś mi przypominasz. - Draco spojrzał na niego badawczo.

-Tsa, może tego chłopaka, który razem z Katniss, Peetą i Volterem gra w Darta (rzutki).

Wzrok Dracona, Pansy i Baise'a automatycznie powędrował w odpowiednim kierunku.

-Trochę kiepsko widać, ale jesteście podobni. - Malfoy kiwnął głową.

-Kretyni. - prychnęła Pansy. - Do Ciebie Draco jest podobny. Bardzo.

-Wiem o tym. - Dorian wzruszył ramionami. - Autorka była tak nim oczarowana, że i ja i Oliver - ten co gra tam w te rzutki - wyglądamy właśnie tak.

-Jesteście oboje gorący. - Draco skinął z zadowoleniem głową.

-Wiem. - zaśmiał się drugi blondyn. - Dzięki Tobie mam powodzenie. Ten co tam tańczy, koło tej rurki, to mój chłopak, a tam koło Autorki siedzi moja dziewczyna.

-Masz dwoje? - Blaise uniósł brwi.

-Teoretycznie. - Dorian skinął głową. - Praktycznie tylko chłopaka.

-Wziąłbym ją sobie chętnie, ale Ginny... - westchnął Blaise.

-Czeka na Ciebie na parkiecie. - zaśmiała się Pansy. - Chodź, chodź.

-Eeem... Dorian? Czy ona stworzyła jeszcze jednego bohatera podobnego do Draco? - Zabini uniósł brwi.

-W głowie pewnie z milion, ale o żadnym więcej nie pisała. O Natanie jakimś jeszcze słyszałem, pisała o nim z przyjaciółką, ale podobno przerwały.

-Tak, miał to być mój kochanek na relacji kocham/nienawidzę. - Pewna blondynka usiadła sobie na barku. - Melanie jestem. Jej pierwsza bohaterka.

-Ale. Tu. Idzie. Kolejny. Draco. Draco! - westchnął Blaise. - I. To. Z. Potterem.

-Kurwa, co... - Malfoy spojrzał na idących mężczyzn z uniesionymi brwiami.

-Autorka jest fanką drarry. - Melanie cicho się zaśmiała. - Pewnie chciała żebyś był tu i z Luną i z Harrym.

-Właściwie to autorka nie zwie się Melanie?

-Mhm, to dzięki mnie. - dziewczyna wzruszyła ramionami.

-Gdzie zniknął Malfoy dwa z Potterem?

-Potterem dwa. - prychnął mężczyzna z okularach trzymając pod rękę swoją dziewczynę.

-Myślałem, że śmierdzi tak alkohol, a to przecież szlama. - prychnął Draco jeden.

-Odczep się od Hermiony, Malfoy. - warknął Potter.

-Nie mogę zrozumieć jak ona mogła pomyśleć, że możemy być razem. - Draco jeden pokręcił głową.

-Spójrz na parkiet. - zaśmiała się Mel. - wygląda na to, że nieźle się bawicie.

-Koło mojego chłopaka. - Dorian pokręcił głową i ruszył w tamtą stronę.

-Ej, ja się bawię z Luną lepiej, niż Malfoy dwa z Potterem dwa. - prychnął Draco i ruszył na parkiet szukać swej wybranki.

Harry spojrzał na zgromadzony tłum. W jednym z rogów sali można było dostrzec mężczyznę z kobietą o połowę młodszą, która trzymała sztylet w dłoni. Obok stał mężczyzna z hakiem zamiast ręki wraz z blondynką u boku, a jeszcze dalej czarnowłosa kobieta z mężczyzną odzianym w zieleń.

-Robin Hood! - krzyknął Harry i pobiegł z uśmiechem na twarzy w stronę mężczyzny. - Jestem wielkim fanem, mogę prosić o autograf?

-Em... - ten się zawahał.

-Zrób to. - powiedziała czarnowłosa Regina patrząc na swojego towarzysza. - Może wtedy autorka napisze mi szczęśliwe zakończenie.

-Ja też bym prosił. - mruknął mężczyzna z młodszą kobietą u boku.

-A Ty kto? - zapytał grzecznie Harry wyczarowując długopis i kartkę i podając je Robinowi.

-Rumplestiltskin. - odparł mężczyzna.

-Czyli?

Hermiona westchnęła podchodząc do Pottera.

-Rumplestiltskin znany także jako Titelitury. Bohater mugolskiej bajki, który potrafił prząść złoto. Córka młynarza...

-Która zwała się Cora. - wtrąciła blondynka o imieniu Emma.

-... powiedziała, że potrafi prząść złoto ze słomy. Król chciał ją sprawdzić, ale oczywistym było, że  kłamała. Wtem zjawił się Titelitury, który w zamian za kolejno za pierścień, naszyjnik i jej dziecko.

-Serio, miałeś dostać mnie w nagrodę? - Regina uniosła brwi.

-Raczej dostałbym Zelenę. - mruknął Rumple.

-Ugh, nie ma mowy. - prychnęła jego żona.

-A Wy to kto? - zapytała Hermiona.

-Belle. - przedstawiła się towarzyszka Rumplestiltskina.

-Hook.

-Emma.

-Belle z „Pięknej i bestii”, Hook z „Piotrusia Pana”, a Emma? - Harry przekręcił głowę.

-Właściwie to jestem córką Śnieżki i Księcia. - odparła Emma.

-A ja jestem Złą Królową. - dodała Regina.

-Rozumiem. - kiwnęła głową Hermiona. - Autorka lubi baśnie.

-I wampiry. - dodał mężczyzna pijący burbon i obejmujący ciemnowłosą.

-I mieszańców. - dopowiedział inny trzymając dla odmiany w ramionach blondynkę.

Był Klaus z Caroline, był Damon z Eleną, Stefan z Katherine. Dalej była Melanie i Maurice,
gdzieś tam tańczyli Krzysiek z Adasiem, a gdzie indziej Lauren z Anthony'm. Peeta wygrywał w rzutki, a Ludmila i Federico nucili ulubione piosenki Autorki siedząc przy kominku.


Came to my mind I should paint it with a pen **


-Uwaga wszyscy, tort! - Autorka jednym ruchem pióra zwołała wszystkich obok siebie. Osiemnaście kolorowych świeczek widniało na kokosowej masie.

Patrzyła na gości, wszystkich tych, których kochała, o których kochała czytać i pisać. Którzy istnieli w jej głowie i nie musieli istnieć nigdzie więcej. I także Ci, których sama stworzyła.

Była magia, krew i miłość.

I tak miało być dalej.

Więc zdmuchnęła świeczki myśląc „To był koniec epoki, ale początek nowej ery”.


I każdy, bez żadnego wyjątku nawet w postaci arystokratycznej blond czupryny, śpiewał głośno i wyraźnie słowa do „sto lat”.





~End~




Dziękuję bardzo tym, co dotarli do końca, pod spodem ściąga kto skąd jest ;)

- Luna Lovegood, Draco Malfoy (jeden i dwa), Harry Potter (jeden i dwa), Hemiona Granger, Blaise Zabini, Pansy Parkinson, Ron Weasley - książki "Harry Potter"

- Katniss Everdeen i Peeta Mellark - ksiązki "Igrzyska Śmierci"

- Rumplestiltskin, Belle, Hook, Emma, Robin Hood, Regina - serial "Once upon a time"

-Damon, Elena, Klaus, Caroline - seriat "The vampire diaries"

-Lauren i Anthony - z serialu "Faking it", a który ostatnio miałam ochotę.

-Lidmila i Federico - serial "Violetta", z którego lubię praktycznie tylko tę dwójkę.

-Dorian i Alex - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Kazią.

-Melanie i Maurice - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Olą.

-Oliver i Volter - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Werą. 

-Adaś i Krzyś - bohaterowie mojego ulubionego opowiadania, pierwsze opowiadanie yaoi, które naprawdę weszło mi w kości ;>



* - Taylor Swift - Long live
** - Ed Sheeran - Afire love


I to chyba tyle, mam nadzieję, że żadnego bohatera nie pominęłam. Jest tam trochę chaos, ale co tam. Śmieszne jest jeszcze to, że 5 minut temu dostałam zaproszenia na moją imprezę, która jest dziś i jutro. no cóż, bywa, że ludzie Cię nie lubią ;> 

Dziękuję Wam jeszcze raz za to, że jesteście i do zobaczenia niedługo. ;]

piątek, 31 października 2014

„Daj im przyjemność – tę samą przyjemność, kiedy wybudzają się z koszmaru.” *


Na początku powiem, że jest to miniaturka nieco inna niż poprzednie dłuższa.
Ogarnęła mnie atmosfera Halloween ;>



~~~


-Hermiona, ile będziesz robiła robiła te uszy?

-Gin, jak chcesz lustra to lepiej zrobisz idąc do Luny.

-Ona sama go używa, w życiu go nie dostanę!

-To idź do siebie, to konkretne zwierciadełko jest już zajęte do końca wieczora.

-Nie mogę, przecież jestem już cała w bladoniebieskiej farbie, nikt nie może mnie zobaczyć.

-To poczekaj aż skończAAę.

-Zdążę chyba umrzeć.

-Cóż, wtedy przyczynię się do Twojego zwycięstwa w konkursie na najlepsze przebranie.

-No przesuń się chociaż...

-Nie, to moje lustro.

-Idę do siebie.

-Do zobaczenia.

-Pff.

-No idź już, przez Ciebie kreska wyszła mi zbyt gruba.





-Ej, Harry, co to za strój?

-A, to taki bohater, jak mieszkałem u Dursleyów to często czytałem o nim komiksy.

-Komiksy? Co to?

-Takie jakby gazety z obrazkami, które się nie ruszają.

-No tak, u mugoli nic się nie rusza. Co on właściwie takiego heroicznego zrobił?

-Jak każdy bohater, ratował świat.

-Myślisz, że z tym wygrasz? Tutaj mało kto zna mugolskie postaci.

-Wygram, zobaczysz. A Ty? Nawet nie do końca widać, że jesteś przebrany.

-To stare ciuchy dziadka, mama mi je wysłała. Ciekawe co dostała Ginny.

-Oby nie frak. Dawaj, bo się spóźnimy.

-Masz maskę?

-Ano mam.

-Zazdroszczę.





-Pansy, ile mamy jeszcze na Ciebie czekać?

-Draco jakoś nie narzeka!

-Bo on poprawia makijaż.

-Spadaj, Blaise, to nie makijaż. Po prostu się dobielam. I to tylko dlatego, że nasza kochana Ślizgonka jeszcze siedzi i maluje usteczka na ten obrzydliwy kolor.

-To róż, Draco. Za słodki dla Ciebie?

-Tak. A Ty Blaise też mógłbyś trochę się dobielić.

-Ale tego nie zrobię. Wyglądam doskonale.

-I tak nie masz ze mną szans.

-No, już jestem, moi chłopcy. Patrzcie i podziwiajcie, bo w tak krótkiej spódniczce nie zobaczycie mnie aż do świąt.

-Szczyt naszych marzeń.



~~~




Wielka sala wyglądała niczym mugolski cmentarz z prosto z najstraszniejszego horroru. Nad ziemią unosił się biały dym, z nagrobków (czytaj: stołów) lała się krew, sufit ukazywał niemal czarne niebo (czerń zakłócał jedynie księżyc w pełni), a środek sali pozostawiony został na tańce. Jeden wielki kamienny parkiet mający pomieścić uczniów z szóstego i siódmego roku.


Jednak sala kryła jeszcze jedną magiczną sztuczkę, o której nie zdawał sobie sprawy ani dyrektor, ani nikt za wyjątkiem sprawcy jeszcze nie odkrytego zamieszania. A ta osoba siedząc wygodnie na swoim łóżku tylko czekała, aż magia i Halloween połączą się w den wielki haos.



~~~



-Ał... te kły są strasznie niewygodne. - mruknął Draco kręcąc oczami. - Nie wiem jak wampiry mogą trzymać to ciągle w ustach...

-Daj spokój, Dracusiu, sam sobie wybierałeś kostium. - Pansy zawinęła pasmo prostych włosów na palcu.

-Bo jestem niemal wystarczająco blady, to było najprostsze rozwiązanie. Mam też najdroższy kostium, trochę Twojego białego pudru i wyglądam doskonale.

-Pożarłbym mózgi. - stwierdził Blaise wzdychając. - Ale akurat nie dostrzegam żadnego w pobliżu. - dodał patrząc na odzianą na różowo i odzianego na czarno.

-Haha, Zombini, jesteś przekomiczny. - prychnął Malfoy.

A zaraz po prychnięciu wkroczył do Wielkiej Sali. A za nim Pansy i Blaise.

I kły przestały go uciskać. A jej spódnica już nie wydawała jej się taka krótka, wręcz zachciała skrócić ją o kilka centymetrów. A on naprawdę zaczął mieć ochotę na mózgi, i to niekoniecznie takie, które leżały na nagrobkach (czytaj: stołach).





-Ej, ale Dean, Seamus i Neville mieli na nas czekać! - mruknął Ron poprawiając marynarkę.

-Mieli dość obserwowania jak rysujesz sobie wąsa.

-No wybacz, ale rudy wąs dziwnie by na mnie wyglądał. - Ron wywrócił oczami.

-Ale czarny Ci nie pasował... - Harry wywrócił oczami.

-Ty masz maskę, to się nie odzywaj. A w ogóle to ten Twój bohater coś robi?

-Ano robi. Może wystrzeliwać pajęcze sieci, jest supersilny...

-Pajęcze?! Harry, jak mogłeś mi to zrobić!?

-No... eee... Zapomniałem...

-Zapomniałeś? Nieważne, idziemy, chcę jak najszybciej zaprezentować mojego brązowego wąsa.

-Ma rudawe przebłyski...

-Cicho! Jest brązowy. Idziemy.

Jednak wąs po wejściu do Wielkiej Sali nie wydawał się być brązowy ani trochę. Przeciwnie, był bardziej rudy niż włosy najmłodszego męskiego przedstawiciela rodziny Weasley. A pajęcze sieci nie zostały już tylko w komiksie, chcąc nie chcąc, młody Potter mógł je zaprezentować ich tańce na parkiecie.





-Em, Luna, za kogo się przebrałaś? - Ginny przechyliła głowę by uważnie zlustrować przyjaciółkę.

-Za Alicję. Tej z Krainy Czarów. - odpowiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając.

-Luna? Znasz mugolskie książki?

-Mugolskie? To dziewczyna z Żonglera, której biały królik ukradł zegarek i dopóki go nie złapała to przytrafiały jej się same złe rzeczy. - uśmiechnęła się.

Hermiona nieco się zdziwiła.

-Więc czemu masz tego królika na głowie?

-Bo jak jest tam to już mnie nie ugryzie i nie spotka mnie nic złego. - powiedziała blondynka jakby to było coś niebywale oczywistego. - A Ty? Jesteś kotkiem?

-Czarnym Kotem. - poprawiła Hermiona. - Choć w tym lateksie czuję się nieco nieswojo.

-A ja wreszcie dostałam się do łazienki. - zaśmiała się Ginny. - Musiałam coś zrobić, żeby w tej sukni wyglądać dobrze.

-Więc kim jesteś?

-Panną młodą, która nigdy nie doczekała swojego księcia. Jestem trupem.

-Zgniłą panną młodą? - zasugerowała Hermiona.

-Co? W sumie ładnie to brzmi. Tak, tak będzie lepiej. - przytaknęła rudowłosa i skierowała się do sali.

Wchodząc poczuła dziwny zapach. Jakby zwłok. Lateks Hermiony przestał wywoływać w ciemnowłosej zmieszania, a pluszowy króliczek na kapeluszu Luny zdecydował się wyjść na mały spacerek.



~~~



Można by rzec, że na sali pojawiło się mnóstwo dziwaków. Uczniowie o ciemnozielonych twarzach rzucali w siebie zaklęciami śmiejąc się w bardzo dziwny sposób. Niektórzy wyli do księżyca, inni błagali o trochę wody, bo ogon zaczynał im schnąć. Było kilka diabłów, jeden koń, mnóstwo poparzonych, bądź poranionych ludzi, a tylko dwóch lekarzy. Szkielety urządziły sobie osobną imprezę tańcząc „robota” na nagrobkach (czytaj: stołach), księżniczki szukały swoich książąt, a dynie tylko czekały aż ludzie z nożami zamiast palców zaraz zaczną je ciąć.



~~~



-Gdzie pan ucieka, panie Spidermanie? - Rudowąsy mężczyzna spojrzał w górę obserwując znikającego przyjaciela odzianego w niebiesko-czerwony strój.

-Świat może być w niebezpieczeństwie! Muszę go uratować! - odparł za to człowiek-pająk.

Leciał na jednej ze swoich sieci, przerzucał jedną za drugą, aż w końcu ostał w jednym miejscu na środku ogromnego nieba Wielkiej Sali wiszą do góry nogami na jednej ze swoich sieci.

-Co tam robisz, Pajączku? - Kobieta odziana w lateks, z kocimi uszami i czarną maską na twarzy w jednej chwili uśmiechała się do niego, a już w następnej wbijała mu biały obcas w pierś.

Mężczyzna pod wpływem kopnięcia zachwiał się i najzwyczajniej puścił utrzymującą go linę.

-Tak szybko się ze mną żegnasz? - zaśmiała się i zeskoczyła na dół.

Mężczyzna upadł na jeden z nagrobków siejąc nieprzychylność wśród kościotrupów. Dziewczyna wylądowała tuż obok niego i uniosła lekko brwi.

-Co z Twoim instynktem, Pajączku?

-Widocznie znika, gdy na mojej drodze pojawiają się tak piękne panie.

-Uu, czyżbyś mnie podrywał?

-Być może.

-Za Tobą!

Zamach i zaraz dostał po głowie kością promieniową pozbawionej jakiejkolwiek skóry czy mięśni.

-Ał. - złapał się za głowę. - Coś zrobiła z moim instynktem?

-Odpowiem Ci później, konkretnie u Ciebie w dormitorium, ale to zaraz po tym, jak rozprawimy się z tymi bezmięśniowcami.

-Jestem bardzo za.





Jej cichutkie „hihi” można było słyszeć stojąc na drugim końcu sali. Nawet zielonoskóra profesor McGonagall wraz z ogromnonosą profesor Sprout co jakiś czas zerkały w jej stronę knując rzucenie jakiegoś zaklęcia, które chociażby pozbawi ją głosu. Ale akurat przygotowywały wywar żywej śmierci, i choć jego przeznaczeniem miały być usta ogromnego, cytrynowego Dropsa paradującego pośrodku parkietu to zdecydowały, że użyczą dziewczynie malutkiej dawki.

Czrarnowłosa barbie podciągnęła swoją spódniczkę odrobinkę wyżej, wciąż czuła, że pokazuje zbyt mało. Chodziła wyprostowana i ze sztucznym uśmiechem na ustach. Aż wpadła na pewnego mężczyznę.

-Piękna panienko, ileż Ty kosztujesz? - zapytał mężczyzna.

Kobieta zachichotała głupawo.

-A ile pan by mi dał?

-Cóż, nie wiem czy stać mnie na tak piękną panienkę.

-Więc ile pan by mi dał? - wygięła się lekko w jego stronę ukazując dekolt w niemalże pełnej okazałości.

-Choćby cały mój majątek. - odpowiedział dotykając rudego wąsa palcami.

Laleczka nieco się zarumieniła. I pozwoliła pokazać sobie portfel rudowłosego mężczyzny we fraku. Portfel pełen galeonów.





Poruszał się bardzo wolno szukając możliwości kolejnego najedzenia się. Choć większość z nich mogła po prostu uciec to jednak czekali i krzyczeli wiedząc co nadejdzie.

Akurat szykował się do zjedzenia mózgu najbliżej stojącej królewny, która już wyglądała na wyczerpaną uciekaniem.

Jednak wciąż machała rękami i krzyczała wniebogłosy. To było bardzo irytujące.

-Spokojnie. - powiedział bardzo, bardzo wolno, tak bardzo, że nie była w stanie zrozumieć nawet jednej sylaby. - Nie będzie bolało.

-Nie będzie bolało. - usłyszał zdanie mówione bardzo podobnym tempem.

Królewna wierciła się w tę i wew tę zasłaniając mu widok. Mógł zjeść jej mózg, ale w tych momentach bardziej pragnął ujrzeć właścicielkę pięknego głosu, który był w stanie dosłyszeć.

Inni mówili o wiele zbyt szybko, na tyle szybko, że słyszał tylko „aa” i nic poza tym. A nagle zrozumiał bez problemu calutkie zdanie. To musiało być przeznaczenie.

I po jakimś czasie wreszcie mu się udało ją dostrzec. Była niczym nieżywa, blada z niebieską poświatą i rudymi, długimi włosami. Była w długiej, ubrudzonej sukni ślubnej podartej na dole, jakby ktoś próbował zjeść widniejące tam białe kwiaty.

Już wtedy wiedział, że spotkał trupa swojego życia.





-Biały Króliku! Biały Króliku! - blondwłosa dziewczyna zaczęła krzyczeć na cały głos.

Westchnęła głęboko i zaczęła szukać swojej zguby.

Sprawdzała groby, kotły, zasłony, a nawet poncze z gałkami ocznymi (wywróciła się przy tym dwanaście razy) Ale w środku nie było jej króliczka. Zdecydowała się opuścić salę, by poszukać go w reszcie zamku. Wiedziała, że dopóki go nie znajdzie, dopóty gonić ją będzie stado kościotrupów i zombie, którzy tylko marzą, by dostać się do jej jasnej główki.

Wyszła na korytarz i powtarzając nieustannie „Biały Króliku!” weszła do wieży astronomicznej.
Zauważyła go. Siedział przy widoku na jezioro, widziała go, choć zdawało jej się być zbyt ciemno by to dostrzec. Ale była pewna.

-Biały Króliku, tu jesteś. Ile ja się Ciebie naszukałam...

Westchnęła podchodząc do niego zrezygnowana. Ale królik wyciągnął tylko zegarek, spojrzał na uciekające wskazówki i hop – skoczył prosto w nicość nim dziewczyna zdążyła go dosięgnąć.

-Biały Króliku! - krzyknęła, ale on już nie mógł jej dosłyszeć.

Westchnęła po raz kolejny obserwując miejsce, w którym jeszcze przed chwilą go widziała.

Aż poczuła coś dziwnego.

Odwróciła się na pięcie i zaczęła wpatrywać w otaczającą ją ciemność. Wydawała się być bardziej ciemna niż wcześniej, ale dziewczyna nie skłonna była przyznać tego sama przez sobą. Opanował ją strach. Wiedziała, że znowu spotka ją coś złego. Tak właśnie wyglądał pech.

Stanęła znowu przodem do jeziora, czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Uniosła głowę wysoko i starała się nie okazywać ogarniającego ją strachu.

A chwilę później wrzasnęła czując wbijające się w jej szyję wampirze kły.



~~~



-Hermiono... - zaczął Harry nieco niepewnie spoglądając na wtuloną w niego dziewczynę.

-Hmm? - mruknęła nie poruszając się nawet o milimetr.

-Wiesz... Ten lateks to był naprawdę dobry pomysł.





-Weasley?

-Parkinson?

-Co ja u licha tutaj robię?!

-Nie pamiętasz?

-Pamiętam. A, właśnie. Dostałeś co chciałeś. Teraz płać.

-Ee... - wyciągnął portfel. Zupełnie pusty portfel. - Przysięgam, że tam było mnóstwo pieniędzy! W sumie to Twoja wina! Mogłaś brać wcześniej!

-Pff. Masz u mnie dług. Ale może pozwolę Ci spłacić go następnej nocy. - zgarnęła z ziemi spódniczkę. - Nie jest ona za krótka?

-Nie, skądże. Jest idealna.





-Chrapiesz.

-Twoje włosy łaskotały mnie w nos.

-Jasne, Ślizgoni zawsze muszą znaleźć jakieś usprawiedliwienie.

-Taki mamy urok.

-Widać to działa.

-Na trupy?

-Jak widać nie tylko.

-Też to czujesz?

-Co?

-Ten zapach. Weź już wywal tę suknię ślubną, kiedyś może kupię Ci nową.





-Wschód słońca Cię nie pali?

-Nie, o dziwo nie. Mocno Cię ugryzłem?

-Trochę. Myślisz, że stanę się wampirem?

-Nie, nie jesteś aż tak blada.

-Zgubiłam mojego królika...

-Tego pluszaka? Mam go tu.

-O, dlatego nie mam już pecha. Właściwie skąd go wziąłeś?

-Wrócił tu żeby sprawdzić godzinę. Za tymi drzwiami jest najlepszy zegar w całym czarodziejskim świecie. To jego chce Voldemort, nie Pottera.



~~~



Severus Snape siedział uśmiechnięty w swojej komnacie. Kto by pomyślał, że wystarczy kilka zaklęć, a uczniowie, nauczyciele i nawet sam Dumbledore pogrążą się w chaosie. Bądź co bądź większość została pobita, miała rany z powodu zaklęć, albo skarżyła się na pewne braki mózgowe lub trafiła do Munga jako ofiary wywaru żywej śmierci (nieudolnie przygotowanego). Ale nikt nie zginął.

Jednak Severus był bardzo zadowolony nawet i z takiego obrotu sprawy.
W końcu Nietoperz, którym stał się zeszłej nocy, zrobił furorę i zasłużył na pierwsze miejsce w konkursie na kostium. A co za tym szło?

Dokładnie to, że teraz mógł sobie siedzieć z mugolskim popcornem przed mugolskim telewizorem i oglądać cały zestaw jak najbardziej niemugolskich horrorów.




~fin~




* Cytat Hitchcock'a

Pisałam tą miniaturkę ostatniej nocy, bo bardzo chciałam napisać co na halloween, a wiedziałam, że dzisiaj nie będę miała czasu - zabawa halloweenowa. 
Jest trochę dziwna, ale jakoś mi się podoba, pewnie są błędy, ale chwilowo na to nie patrzę. Jestem zadowolona, bo wyszła znacznie dłuższa niż miała. 
Wiem, że obiecałam drunę, ale to wyjątkowa sytuacja, choć drunę zawarłam xd 
Moje ulubione parringi tu są: druna, blinny, harrmione i dransy. Ah, lubię to. ^^

niedziela, 25 maja 2014

„I'm feelin' electric tonight”


To opowiadanie dedykuję mojej kochanej Rose, mam nadzieję, że mnie nie udusisz ;*

~~~

-Chyba zaraz szlag jasny mnie trafi! - wykrzyknęła ze złością Ginewra Weasley.

Wywróciła oczami, przeciągnęła się i spróbowała usiąść wygodniej. Westchnęła dwa razy.

-Oddychaj Ginny, to pewnie gnębiwtryski tak na Ciebie działają. - odparła z uśmiechem Luna, wynurzając twarz zza jednej z gazet.

-To nie gnębiwtryski, tylko Ślizgoni tak na mnie działają. - prychnęła Weasleyówna. -Neville przyznaj, jak tak wygląda jazda z nimi do szkoły to co to będzie jak już znajdziemy się w Hogwarcie! - mruknęła i wyjrzała przez okno.

Plum. Brązowa plama, tym razem brązowa, rozlała się na samym środku szyby, po czym powędrowała do szpary łączącej wnętrze pociągu zresztą świata. Co prawda okno było zamknięte, „srebrna trójca”* postarała się o to już po plamie zielonej, czerwonej i czarnej. Potem pojawiła się jeszcze granatowa i fioletowa.

Ginny cały czas zaciskała zęby mówiąc tylko w myślach: Spokojnie, oni chcą nas tylko zdenerwować. Nie daj im tej satys...

-No nie! - wrzasnęła głośniej niż zwykle.

Tym razem plama ich pokonała. Nie wystarczyło, że Neville z całej siły starał się domknąć okno, i tak plama się przedostała i wybuchnęła śmierdzącym gazem.

Cała trójka skrzywiła się jak na zawołanie. Ginny myślała, że teraz, gdy nie Fred i George nie chodzą już do Hogwartu, nie będzie musiała znosić takich wybryków. A jednak. Cudowna niespodzianka.

-Mam list do Nevi.... - drzwi ich przedziału otworzyły się gwałtownie, stał w nich ciemnowłosy chłopak z wyciągniętą dłonią, na której leżał jakiś papier.

Rudowłosa wywęszyła okazję do ucieczki z przedziału. Chciała pójść do sprawców problemów na ich oknach i doprowadzić te problemy do definitywnego końca. Prześlizgnęła się obok chłopca próbującego donieść jej przyjacielowi przesyłkę i nie zważając na 'rozsądny' głos Luny, pobiegła prosto w stronę wagonu domu węża.

Nie było wielkiego tłumu, co rusz przewijał się tylko pojedynczy uczeń, którego zdolna była odepchnąć bez żadnego problemu. Nawet nie zwracała na to uwagi, myślała tylko o tym, by zrobić jak największą burdę bandzie Malfoya.

Dotarła do wagonu Ślizgonów, pozostało jej już tylko znalezienie winowajców. Nie zawracała sobie głowy pukaniem, po prostu otwierała kolejne drzwi, patrzyła kto tam siedzi i co robi, a gdy uznawała, że 'jest czysto', szła dalej. Dopiero siódmy odwiedzony przez nią przedział okazał się być tym właściwym.

Na jednym z siedzeń miejsce zagrzewał niepodważalny król wszystkich Ślizgonów – Draco Malfoy, którego skronie były masowane przez zgrabne dłonie wielbiącej go po wsze czasy Pansy Parkinson. Na siedzeniu naprzeciwko, Ginny dostrzegła jednego ze Slytherinowskich przystojniaków – Blaise'a Zabiniego.

Ten ostatni chyba bawił się w mugolskiego chemika, gdyż dookoła niego znajdowało się mnóstwo, ale to mnóstwo kolorowych, bulgoczących substancji. Z różnymi zapachami.

Ten widok nie uspokoił Ginewry, przeciwnie, stała teraz oko w oko ze sprawcą wybuchów, plam i smrodów w jej przedziale. I śmiał tworzyć kolejną broń!


-Zabini. - syknęła mierząc go nienawistnym spojrzeniem.

Chłopak zupełnie się nie przejął, odstawił jedynie swoją robotę.

-Blaise, załatw to proszę na zewnątrz, nie zamierzam gościć Wesleyówny w naszym przedziale. - powiedział sucho Malfoy mierząc dziewczynę od stóp do głów.

Ginny poczerwieniała. Ze złości rzecz jasna.

-Już, już. - wywołany przez Dracona chłopak wstał, otrzepał spodnie i minął zaskoczoną dziewczynę w drzwiach.

-A ty dokąd?! - zerwała się zdając sobie sprawę z sytuacji.

-Tutaj. Słyszałaś. Nie chcę burdy we własnym przedziale. - odparł opierając się o ścianę.

-A mi w moim to już możesz burdę robić?! - postąpiła krok do przodu, drzwi zdążyły się za nią zamknąć.

-No, najwyraźniej. - uśmiechnął się wrednie.

-Ty mały, podły...

Nic nie było w stanie utrzymać Ginny. Rzuciła się na niego z pięściami. Biła na oślep, nie zważając na to w co trafia. I tu był jej błąd.

Chłopak z początku zwyczajnie nic nie robił tylko śmiał się pod nosem. Ale wyczuwszy odpowiednią okazję złapał rudowłosą za nadgarstki, obrócił ją, zupełnie jak w tańcu tak, by stała tyłem do niego oplatając w dodatku brzuch ramionami. Uśmiechnął się szerzej.

-A może chciałem po prostu zwrócić Twoją uwagę? - szepnął jej do ucha.

Dziewczyna zmarszczyła brwi, lekko poczerwieniała, przechyliła głowę by móc go widzieć. Zastygła, nie mogła się wyrywać. Chciała coś odpowiedzieć, ale nie wiedziała co. Chłopak zaczął nachylać się w jej stronę, patrzyła na niego, ale była na tule oszołomiona, by nie móc się ruszyć. Przymknęła oczy.

Czuła jego zapach, drogie perfumy, ciepło. Podobało jej się to, podobało bardzo.

-Ja nie wierzę, Wesley z Zabinim! - Wykrzyknął ktoś w pewnym momencie.

Odsunęli się od siebie jak oparzeni. Ginny zdawała sobie sprawę, że jej twarz może się trochę zlewać z włosami, patrzyła na autora tamtych słów i denerwowała się bardziej.

-Smith! - warknęła pod nosem.

-Ale będą jaja jak to opowiem! - Zachariasz Smith wciąż się śmiał. - Mogłem zrobić zdjęcie... Zróbcie to jeszcze raz!

Podczas gdy rudowłosa wewnętrznie szalała ze złości, ciemnoskóry stał spokojnie i mierzył chłopaka pustym wzrokiem.

-Nic nikomu nie opowiesz. - syknęła

-Miałbym stracić taką okazję?! Marzenie!

-Bo nie będziesz miał okazji. - wyciągnęła różdżkę.

-A co ty mi możesz zrobić, Ginny? - Smith założył ręce na piersi.

-Jeszcze się przekonasz.

Wycelowała w jego stronę, powiedziała zaklęcie.

A profesor Slughorn właśnie wybrał się na przechadzkę.


~~~

-Więc, jak to się stało, że Slughorn Cię tu zaprosił? - Harry i Neville patrzyli na swoją przyjaciółkę lekko zakłopotani. Przecież on zapraszał tylko tych, którzy mieli bogatych lub sławnych krewnych. Wiadomo, takich jak oni, Cormac czy Zabini. Ale żeby Ciebie, Ginny?

-Zobaczył jak rzucam urok na Zachariasza Smitha. No wiesz, tego kretyna z Hufflepuffu, był z nami w GD.

-Czemu to zrobiłaś?

-Yy... On wciąż wypytywał mnie o to, co się wydarzyło w ministerstwie, w końcu się wkurzyłam. - wzruszyłam ramionami. - Ale nie ważne, muszę iść. Jestem umówiona.

-Z kim?
-Yy. Z Luną, oczywiście.

~fin~



*„Srebrna trójca” - tu: Ginny, Luna, Neville. 

Wiem, że obiecałam to już dawno temu, a teraz wstawiam takie no nie na tyle dobre, bym była zachwycona. Ale no tak to widziałam i nie chciałam dłużej przetrzymywać, więc zostaje ;) 
Mam nadzieję, że Ci się spodoba, Rose ;*
tytuł jest cytatem z piosenki Lany Del Rey - Summertime Sadness ;]