Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Fair play.


-Wszyscy gotowi? Zaraz rozpocznie się wydarzenie tego sezonu, nie licząc oczywiście odkrycia nowej formy chraptaka płaskonogiego. Mecz Gryfoni kontra Ślizgoni! Nagrodą jest puchar Quidditcha, wszyscy zawodnicy są na pewno zestresowani, więc wspomóżcie ich gromkimi brawami! - mówiła do mikrofonu Luna Lovegood pod czujnym okiem profesor McGonnagall.

Już po jej wprowadzającym przemówieniu zawodnicy pojawili się na boisku.

Ubrani w szkarłatne stroje Gryfoni oraz odziani w zieleń Ślizgoni.

-To ma być ładna i czysta gra. - dodała jeszcze pani Hooh patrząc bardziej w stronę szukającego Slytherinu. Ten uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

Harry Potter i Draco Malfoy uścisnęli sobie ręce, jak przystało na kapitanów przeciwnych drużyn. Za nimi znajdowały się takie osoby jak Ginny Weasley, Blaise Zabini, Ron Weasley, Vincenty Crabbe, Katie Bell czy Gregory Goyle.*

-Uwaga! Wszyscy przygotowani? - usłyszeli głos komentatorki i ustawili się na pozycjach. - I ruszyli!

Kafel w locie. Tłuczki w locie. Brak znicza.

Draco i Harry wzlecieli wysoko nad arenę, by porobić kilka kółek z daleka od niebezpiecznej gry.

-Ginny przejmuje kafla i pędzi niczym ględalek niepospolity! Mija obrońcę Slytherinu, wykonuje zamach i... 10 punktów dla Gryffindoru po kilkunastu sekundach meczu! Brawo dla Ginny! - Luna zaklaskała w ręce, a publiczność chętnie (przynajmniej połowa) jej zawtórowała.

Rudowłosa delikatnie się uśmiechnęła i wróciła na swoją pozycję pokazując kciuk w górze.

Napastnik Slytherinu tylko uniósł brwi.

-Katie Bell ma Kafla, ale ałłł... to musiało boleć. Jeden z pałkarzy Slytherinu mocno pokazał jak bolesne może być użycie tłuczków. Piłkę przejmują Ślizgoni. Cassius Warrington podaje do Vaisey'a, który przerzuca kafla nad Ronem Weasleyem, kafel leci jednak poza obręcze, ale! Łapie go Blaise Zabini i strzela trafnie. Ślizgoni zyskują 10 punktów, mamy więc remis.

Ciemnoskóry zaśmiał się patrząc na Rona, po czym odwrócił wzroku. Uniósł kciuk w górę.

-Blaise nie próżnuje! Od razu zabiera piłkę Demelzie, odpycha mocno Rona, nieładnie, oj nieładnie, i dodaje do punktacji Slytherinu kolejne 10 punktów.

Zabini ukłonił się delikatnie w stronę wiwatujących kibiców Slytherinu, po czym uniósł w górę palec wskazujący i środkowy.

Minęło kilka minut, kilka bramek, jednak znicz wciąż się nie pojawiał. Był remis - 70 do 70.

-Piłkę przejmuje Demelza Robins, oddaje kafla Ginny, ale... O, coś złotego! Pojawił się znicz! - zaśmiała się blondynka.

Nie trzeba było dwa razy powtarzać.

Pojawienie się małej piłeczki spowodowało prawdziwy gwar na trybunach. Z powietrza wystartowali jak dzicy Draco Malfoy i Harry Potter, ramię w ramie, w kierunku złotej piłeczki.

-Idą łeb w łeb! Ale nie możemy zapomnieć o grze. Ginny jest już przy bramce Ślizgonów, mija obrońce, strzela i... Ooo nie! Co tam robił Blaise Zabini?

-Nie tym razem. - powiedział chłopak.

-Jesteś tego pewny? - odparła rudowłosa.

-Jak zawsze.

-Ginny łapie ponownie kafla, zamachuje się i... znowu obronił! Blaise jest ewidentnie w dobrej formie i to na każdą pozycję.

-Panno Lovegood! - oburzyła się profesor McGonnagall słysząc śmiechy ze strony publiczności.

-Macie nieczyste myśli. - pokręciła głową blondynka. - Blaise złapał kafla i ruszył w stronę bramki Gryfonów z Ginny na ogonie. Harry i Draco wzlecieli wysoko w powietrze szukając znicza. Wszystko się może wydarzyć. Oh, nie wiem jak to się stało, ale Ginny ma kafla! Blaise leci tuż obok niej!

-Nie pozwolę Ci. - powiedział chłopak.

-Nie masz nic do powiedzenia. - zaśmiała się dziewczyna.

-Jednak mam. Troszkę Cię już poznałem i wiem, że masz łaskotki. - powiedział, wychylił się, wyciągnął rękę, która powędrowała w okolice żeber panny Weasley.

Dziewczyna najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać, a z jej rąk wypadł kafel.

-Kretyn. Jak mogłeś? - mruknęła nurkując po zgubioną piłkę.

-To nie jest faul, tylko przemyślane zagranie. I nie mogłem pozwolić byś miała na koncie więcej bramek niż ja. - odparł Ślizgon lecąc tuż za nią.

W tym właśnie momencie dwie postaci runęły na ziemię ramię w ramię. Dosłownie. Prawa dłoń blondyna i lewa dłoń bruneta były złączone, co wywołało dziwne dźwięki ze strony publiczności. Dopiero po chwili wyleciał z nich złoty znicz.

-Koniec meczu! - krzyknęła Luna. - Wygląda na to, że obaj panowie złapali znicza, więc najsprawiedliwiej będzie podzielić punkty za jego złapanie na pół i dodać do punktów drużyn. Tak więc Gryffindor ma teraz 145 punktów i Slytherin także 145 punktów! A więc remis!

-Ty kretynie! - prychnęła Ginny. - Gdybyś mnie nie łaskotał zdobyłabym bramkę i byśmy wygrani.

-Kochana, dziwię się, że chodząc ze mną jeszcze nie załapałaś, że opłacalne jest używanie iście Ślizgońskich metod.



~fin~

* Nieco zmieniłam skład reprezentacji Slytherinu. Draco jest szukającym i zarazem kapitanem, a zamiast Urquhart'a (prawdziwego kapitana i ścigającego) Ślizgoni mają Blaise'a Zabiniego.

Takie małe, krótkie coś. Jakoś tak chciałam napisać coś o Ginny i Zabinim i tak jakoś coś w ten deseń wpadło mi do głowy. Po raz pierwszy musiałam opisać mecz, nie uważam się za dobrą w tej dziedzinie, ale też można poćwiczyć. Piękna pogoda, więc lecę na spacer. Do zobaczenia ;)

niedziela, 5 kwietnia 2015

A wszystko zaczęło się od mugolskiej, niszczycielskiej i bardzo, bardzo złej gumy do żucia...


Wtorek. Pamiętny dzień dla każdego, kto tylko siedział na śniadaniu w Wielkiej Sali, nawet jeśli nie otrzymał żadnego listu od kochających rodziców, nawet jeśli nie dostał w prezencie pudełka słodyczy i nawet jeśli jego sowa nie była mniejsza od listu, który niosła.

Taka właśnie była doręczycielką prezentu dla Rona Weasleya, zdążyła dwa razy zgubić się latając dookoła złego stołu nim wreszcie dostrzegła pukiel rudych włosów w oddali. Machała i machała maleńkimi skrzydełkami, aż w końcu jej właściciel pozbawił ją zbędnego balastu.

-To chyba od Freda i George'a. - rudzielec wzruszył ramionami. - „Świeca musi zgasnąć” - przeczytał na głos jedyne zdanie, które widniało na kartce. Na dnie koperty widniało coś jeszcze.

-To guma do żucia. - poinformował przyjaciela Harry patrząc, jak ten wyciąga z koperty różowe zawiniątko.

-Tak. - przytaknęła Hermiona. - W mugolskim świecie jest to bardzo popularne. Często dobrze działa na zęby a dodatkowo jest pyszne. - uśmiechnęła się.

-To od Freda i George'a, to musi być pułapka. - prychnął rudowłosy.

-Ron, prawda jest taka, że i tak to zjesz, nie ważne co Ci poradzimy. - dziewczyna wywróciła oczami, a kruczowłosy przyjaciel przytaknął na znak, że się z nią zgadza.

Ron pomyślał chwilę i chyba uznał, że mają rację.

Więc ją zjadł.



Czerwony alarm w Wielkiej Sali. Ludzie uciekali całymi tabunami. TO było wszędzie. TO ich goniło. I choć próbowali, niektórym nie udało się odeprzeć ataku przerażającej gumy.

Cóż, można by rzec, że udało się to dokładnie 2/3 całej sali, jak również 2/3 słynnej złotej trójcy.



-Pani profesor, kiedy będziemy mogli go odwiedzić?

-Na pewno nie w najbliższym czasie, panie Potter.

-A właściwie gdzie mamy spać, skoro jest kwarantanna i większość pokoi Gryffindoru jest zajętych?

-Ci, których nie dosięgła ta szatańska pogoń albo zostaną umieszczeni w wolnych pokojach, albo będą nocować w Pokoju Życzeń. Przykro mi, że na razie nie macie możliwości choćby dotknięcia swoich rzeczy, ale każdy uczeń dotknięty tą chorobą musi mieć własny pokój z dala od wszystkich. Postaramy się, by jak najwięcej osób zostało w pokojach, ale w obecnej sytuacji umieszczenie tam wszystkich jest sprawą niemożliwą. Bądźcie na kolację w Wielkiej Sali to dyrektor powie Wam konkretnie o co chodzi.

-Myśli pani, że to plan Voldemorta?

-Nie wiem czy byłby w stanie wymyślić coś tak mrocznego.

-Zatem kto?

-Ktoś o wiele straszniejszy. - nauczycielka westchnęła ze zgrozą.- A teraz idź z panną Granger do klasy.

Harry nie wydawał się zbyt zadowolony, jednak nie protestował. Wiedział, że nie zobaczy się z Ronem zbyt prędko, a chciał go zapytać czy ten miałby coś przeciwko jego randkowaniu z Ginny. Skoro tak, to wolał z tym poczekać, dziewczyna może i ucieknie, ale ważniejsze, by Ron pozostał jego przyjacielem.

Wszedł do sali od eliksirów z nieco zdziwioną miną. Większość zgromadzonych w ogóle nie chodziła na te lekcje. Nieco zmieszany, ale na tyle przytomny by bez ponaglania przez Snape'a usiąść na miejsce zwrócił się do Hermiony.

-Wiesz co oni wszyscy tutaj robią?

-Nie mam pojęcia, Harry. - odparła szatynka lekko kręcąc głową. - Ale zaraz się dowiemy. - Dodała widząc, jak Severus Snape przemierza salę w kierunku swojego biurka.

-Jako, że Hogwart ma obecnie problemy i z uczniami i z nauczycielami dopadniętymi przez szatańską pogoń, to wszystkie lekcje będziecie mieć w tym składzie. - powiedział spokojnie. - Nie wiedzieć czemu ta zaraza dopadła głównie uczniów z piątego i szóstego roku, zatem lekcje będziecie mieć razem jako ocalali, a materiał dostosowany do średniego poziomu. - zakończył Nietoperz.

Jesteśmy na szóstym roku, więc powinno być prościej. - ucieszył się Harry, po czym rozejrzał się po sali.

Nie było na tyle dużo Ślizgonów by mógł stwierdzić, że to ich sprawka. Oczywiście Malfoy i Zabini musieli przetrwać, co nie zwiastowało niczego dobrego. Niedaleko siedziała Ginny, razem z Luną. Była na wyciągnięcie ręki...

-Harry. - Hermiona szturchnęła przyjaciela w ramię.

-Co?

-Robimy eliksir.

-Aa.

Skinął posłusznie głową i ruszył się po składniki widoczne na tablicy. Nie usłyszał czego ma dotyczyć eliksir i nie bardzo go to interesowało. Zawsze wyglądało to tak, że on i Ron chodzili po rzeczy, a Hermiona zajmowała się bardziej ogarnianiem całej reszty.

-Na tablicy jest przepis. - powiedziała.

-To nie korzystamy z książek?

-Nie każdy stąd ma eliksiry, Harry. - pokręciła głową. - Zresztą o takim eliksirze nigdy nie słyszałam. Nie sądzę by był w naszej książce.

-A o co w nim chodzi?

-Nie powiedział. Mamy go po prostu zrobić. - mruknęła dziewczyna wzdychając ciężko.

Z tego co wiedział, ten sam eliksir mieli robić przez dwa tygodnie, czyli dokładnie tyle ile potrzebowali według Pomfrey chorzy, by chorowatości się wyzbyć. Plusem było, że wiedzieli dokładnie czego się spodziewać, ocena była tylko jedna i Snape nie musiał nic mówić przez wszystkie następne lekcje. Minusem było natomiast to, że wystarczył najmniejszy błąd na początku, by być całkowicie skreślonym do samego końca.

Pod koniec lekcji ich eliksir miał już żółty kolor. Rozejrzeli się po klasie obserwując kolory ich elisrirów.

-To dziwne. - stwierdziła dziewczyna. - Powinny być chyba takie same. Albo chociaż zbliżone kolorystycznie. A tu... Jest strasznie duża rozbieżność kolorystyczna. - Westchnęła -To jest dziwne.

-To eliksiry. - skwitował chłopak.



Oczywiście jakże mogłoby być inaczej, musieli wylądować w Pokoju Życzeń. Tylko najmłodsi dostali miejsca w dormitoriach, cały jego rocznik i rocznik niżej i jeszcze niżej i mniej więcej jedna trzecia rocznika jeszcze niższego musieli spędzać noc w pokoju Przychodź-Wychodź.

Nie mieli na co narzekać, każdy miał własne łóżko w kolorach swojego domu. Były tam cztery rzędy odpowiadające czterem domom (od lewej: Hufflepuff, Gryffindor, Ravenclaw, Slytherin – ustawiane specjalnie ze względu na porozumienie między domami obok siebie).

Harry zajął łóżko obok łóżka Hermiony, niedaleko do łóżka Ginny i tym samym Luny. Pierwsza noc była najdziwniejsza. Nie był przyzwyczajony do tego, że śpi obok niego dwieście osób. Ani do tego, że dwa łóżka dalej i ze trzy w dół śpi Draco Malfoy, który w każdej chwili mógł go zabić we śnie.

-Harry, przestań myśleć. Strasznie to charczy. - zaśmiała się Hermiona. - Próbuję spać.

-Och, przepraszam. - nieco zdumiał się chłopak. - Czekaj, moje myślenie charczy?

-Taa. Jak myślisz o Malfoyu to charczy, jak o Sam-Wiesz-Kim to trzeszczy i tak dalej.

-Ej, a jak myślę o Tobie?

-A myślisz o mnie? - Hermiona zaśmiała się cicho.

Harry tylko uśmiechnął się pod nosem. Teraz właśnie zaczął. I o dziwo zasnął bardzo spokojnym snem, o wiele bardziej niż zwykle, kiedy myślał o Ginny.



Eliksir zmieniał kolor po każdej lekcji. Nie diametralnie, często po prostu robił się odcień jaśniejszy lub ciemniejszy (zależnie od pary). W pierwszym tygodniu Harry'emu wydawało się, że ich eliksir jest dokładnie identyczny co na początku, podczas gdy w eliksirze Luny i Ginny nastało sporo zmian.
Hermiona wyklinała w duchu.

-Co on nam w ogóle dał do roboty? Tego eliksiru nie ma w żadnej, ale to żadnej księdze. Nie powiedział nam jak on się nazywa, a po samych składnikach nie mogę go odszukać. Chciałabym chociaż wiedzieć, czy robimy to dobrze! - warknęła siadając w bibliotece z kolejną księgą przed nosem.

Harry uśmiechnął się ciepło i poklepał przyjaciółkę po ręce.

-Nie martw się. Jesteś w tym najlepsza.

Głośne prychnięcie z sąsiedniego stolika.

-Czego chcesz, Malfoy?

-Ona? W eliksirach? Daruj sobie.

-To, że jesteś pupilkiem Snape'a nie czyni Cię od razu mistrzem z jego przedmiotu. - warknął Harry.

Malfoy zaśmiał się krótko.

-To może nie. Ale lubi mnie za coś. Gdybyś był milszy powiedziałbym Ci czy dobrze robicie eliksir.

-A Ty niby skąd byś miał wiedzieć?

-Bo to mój przepis, kretynie. I tylko ja, nie licząc Snape'a, wiem jak powinien on wyglądać. Ale spoko, bawcie się w szukanie go po księgach, powodzenia. Choćbyś wyuczyła się zastosowania każdego składnika, szlamo, to i tak będzie Ci do mnie daleko.

I wyszedł z tym swoim kpiącym uśmieszkiem.

Harry spojrzał na Hermionę.

-Bredzi. I jest idiotą. Nie przejmuj się. - powiedział kręcąc głową.

Rozejrzał się dookoła, kiedy wracał razem z Hermioną do nauki. Pewna blondynka stała przy regale z książkami i przyglądała się im z uśmiechem. Kiwnął do niej głową, a ona odpowiedziała tym samym.

Chwilę później uciekła za Malfoyem nie mówiąc do nich ani słowa.



Najbardziej podobały mu się noce. Normalnie nie był przyzwyczajony do spędzania ich z Hermioną, ale nigdy nie spodziewał się, że będzie mu to tak bardzo odpowiadać. W ogóle nigdy nie spędzał nocy z kobietami, jedynie czasami śnił mu się jakiś koszmar z ciotką w roli głównej.

A teraz mogli rozmawiać pół nocy i było to zupełnie inne niż rozmowy z Ronem.

-Wiesz, Hermiona, masz bardzo ładną cerę.

Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała tak na niego.

-Cerę?

-Cerę.

-Oj, Harry, naucz się mówić dziewczynom komplementy. - mruknęła Luna bijąc go poduszką. - I rób to o normalniejszej godzinie.

-Normalniejszej? - powiedział szeptem do Hermiony – Nie myślałem, że to słowo jest w jej słowniku.

Hermiona zaśmiała się cicho.

-Tęsknię za Ronem. - powiedziała dziewczyn po chwili, co wywołało niemiły skurcz żołądka u młodego Pottera.

Odrzucił tylko blondynce jej poduszkę i poszedł spać.



-Panie Malfoy, proszę zademonstrować co powinien zrobić poprawnie wykonany eliksir. - powiedział Snape na początku ostatniej lekcji przed powrotem uczniów pogrążonych w klątwie morderczej gumy do żucia.

Wylał sobie kropelkę eliksiru na swoją dłoń i drugą na dłoń towarzysza. Odczekał kilkanaście sekund ze spokojnym wyrazem twarzy. Jakby robił to tylko dla zasady. Kiedy nic się nie wydarzyło najzwyczajniej w świecie rozbił butelkę o podłogę.

Kłęby bladobłękitnego dymu rozniosły się po sali.



Harry siedział na łóżku w swoim dormitorium. Ron był tuż obok i śmiał się z czegoś głośno.

-No nie, jak to możliwe, że oni to zrobili?

Nie wiedział o czym przyjaciel mówi, więc tylko kiwnął głową. Wszystko było zupełnie normalne, aż do chwili, w której w drzwiach ich dormitorium pojawiła się Hermiona.

-Cześć chłopcy. - przywitała się uśmiechając się do Rona, po czym wskoczyła na łóżko Harry'ego, pocałowała go w policzek i ułożyła się z głową na jego kolanach ignorując całkowicie jego zdziwienie.

Wzięła do ręki jego dłoń i ułożyła ją na swoich włosach.

-Nie było mnie raptem dwa tygodnie, a wy już. - rudzielec pokręcił głową cicho się śmiejąc. - Tylko nie łamcie sobie serc, bo nie ufam tej 'kropelce' od ojca. Podobno mug...



Nagle zniknął Ron, a pojawił się Snape.

Zniknęło dormitorium, a pojawiła się klasa od eliksirów.

Tylko Hermiona została, jednak nie wyglądała na chętną by dać się miziać po włosach, jej wyraz twarzy przedstawiał bardziej całkowite zaskoczenie.

-Wybitny, panie Malfoy. I pięćdziesiąt punktów dla Slytherinu. - powiedział Snape kiwając głową z podziwem. - Ten eliksir został wymyślony przez pana Malfoya, co pokazuje, że jeszcze warto mieć nadzieję w młodzieży. Jak pewnie zauważyliście, albo i nie – powiedział patrząc na Neville'a – ten eliksir pokazuje przyszłość. W obrębie najbliższego tygodnia i to my wybieramy podświadomie moment, który chcemy zobaczyć. Waszym zadaniem na teraz jest wylać sobie po kropelce na palce, nie więcej. Jeśli nic się nie stanie, to zaliczyliście to zadanie.

-A jak coś się stanie?

-Pani Pomfrey jest niedaleko.

-Co się może stać, kiedy jest źle wyważony?

-Patrząc na składniki - zaczął Malfoy. - na pewno wysypka, mdłości, bóle głowy, zaburzenia wzroku, być może nieodwracalne, halucynacje lub utrata czucia w miejscu, w którym się go wylało. - wzruszył ramionami. - Zależy co pomyliliście. Może się też nie stać nic, ale eliksir może nie działać.

-Kolejne 20 punktów dla Slytherinu. - Snape pokiwał z uznaniem głową. - Żeby zdać Wasz eliksir ma po prostu nie wywoływać efektów ubocznych. No już, próbujcie.

Uczniowie niechętnie zabrali się za wypełnianie zadania. Harry postanowił pierwszy spróbować, wolał nie narażać Hermiony na ewentualne skutki uboczne. Ale nic się nie stało. Przynajmniej u nich.

Harry wiedział, że co najmniej połowa uczniów nie zaliczy. Snape chyba przygotował się na negatywne wyniki uczniów, bo wyciągnął przezroczystą substancję, którą oblewał ręce niezdających. 

Dłonie robiły się czarne, ale wszystkie skutki uboczne minęły.

-Ile tak będzie to wyglądać? - mruknęła jedna z Puchonek.

-Trzy dni. - odparł Mistrz Eliksirów. - Reszta zdała. Oceny dostaniecie jutro, kiedy już przetestuję eliksiry nie wywołujące skutków ubocznych.

Nie licząc eliksiru Malfoya tylko Ginny i Luna zarobiły oceny z górnej granicy (Powyżej oczekiwań). Jednak Hermiona nie wydawała się być dotknięta ich zwykłym Zadowalającym.

-Jeśli to co widzieliśmy było przyszłością, Harry... - powiedziała patrząc na niego trochę zakłopotana.

-To chciałbym, żeby moja przyszłość tak wyglądała. - dokończył za nią Harry lekko się uśmiechając.



Ron na kolejnym śniadaniu czuł się jak ryba w wodzie. Wreszcie mógł wrócić do wszystkich tu obecnych smakołyków, próbować wszystkiego czego tylko sobie zażyczył, a nie tego, co akurat otrzymał od pani Pomfrey.

-Mówię Wam, to jedzenie jest darem od niebios. - powiedział popijając ostatni kęs sokiem dyniowym.

Harry i Hermiona cicho się zaśmiali.

-W ogóle wiemy kto stał za tym całym atakiem? - zapytał ich jeszcze.

-Nie. - odpowiedziała Hermiona.

-Nic Wam nie mówili?

-Nic a nic.

Harry spojrzał na drzwi wejściowe Wielkiej Sali.

-Malfoy. - mruknął. - On za tym stoi, ja wam to mówię. Trzeba iść za nim i zobaczyć o co chodzi.

-Jem. - odparł Ron buntowniczym tonem.

Hermiona cicho się zaśmiała, wstała i wzięła swojego chłopaka za rękę.

-No to chodź, Harry, musimy przecież to sprawdzić.

Ron zmierzył ich zaskoczonym spojrzeniem.

-Nie było mnie raptem dwa tygodnie, a wy już. - rudzielec pokręcił głową cicho się śmiejąc. - Tylko nie łamcie sobie serc, bo nie ufam tej 'kropelce' od ojca. Podobno mugole używają tego do sklejania wszystkiego, ojciec mówił, że to większa magia niż petrificus totalus.

Zaśmiali się pod nosem i ruszyli tak do wyjścia. Przechadzali się korytarzami w poszukiwaniu jasnowłosego zbrodniarza, który niewątpliwie coś kombinował.

Znaleźli go, a jakże, kiedy niósł na plecach blondwłosą Krukonkę.

-Miło się robi z Tobą zakłady, Draco.

-Dalej nie wierzę, że to zrobiłaś.

-Wiedziałam, że wygram.

-Ale wiedziałaś też jak ten zakład wygląda. Jesteś chyba jedyną Krukonką, która nie kieruje się rozsądkiem.

-I też jedyną, którą nosisz na plecach z własnej woli.

-W końcu podrzuciłaś Weasleyowi niszczycielską gumę.

-Oj, wszystkim wyszło to na dobre. Ron cieszy się z jedzenia, Harry i Hermiona zrozumieli, że powinni być ze sobą, wydaje mi się, że i Ginny zaczęła rozumieć podchody Neville'a, a jak wierzyć Twojemu eliksirowi to wyjdę z tego jako dziewczyna Księcia Slytherinu.

-Jakby wierzyć? - prychnął Malfoy. - Moje eliksiry nigdy nie kłamią.

-Ale przyszłość można zmienić.

-No nie do końca. Wiesz, mogłabyś mi nie powiedzieć 'tak', ale i tak wiedziałbym, że masz to na myśli. Że w tym momencie właśnie to czujesz. I choć nie przyszłabyś do mojego dormitorium na noc to i tak myślałabyś o mnie aż słońce by wzeszło.

-Nie jesteś troszkę zbyt pewny siebie? - Luna uniosła lekko brwi.

-Taki już mój urok. Eliksir pozwala zrozumieć niektóre sprawy. A skoro pomógł Potterowi i Granger to muszę to jakoś przeżyć.

Dziewczyna zaśmiała się i pocałowała chłopaka w policzek. A potem zwyczajnie podeszła do najbliżej stojącej świecy.

-No, więc czas zakończyć zabawę z gumą. - powiedziała przechylając się w stronę ognia.

Dmuchnęła raz a mocno.


I świeca zgasła.  




~fin~ 


Cóż, wiem, że długo, nie do końca tak jak bym chciała i na dodatek miało być zwykłe Harrmione, ale Draluna jest już tak zakorzeniona w mojej głowie, że nie sposób ją z niej wyciągnąć.
Trzeba to przeżyć.
Następne będzie szybciej i krócej ;)

piątek, 13 marca 2015

I have the time of my life fighting dragons with you *

~~~

Piątek trzynastego to mój wyjątkowy dzień, bo właśnie dzisiaj kończę 18 lat ^^

Chyba jestem jedyną osobą, która sama sobie pisze w taki dzień opowiadanie, ale chciałam jakoś to uczcić i tutaj, a przy okazji pokazać jak "świętuję" ze swoimi ulubionymi bohateram wewnątrz mojej głowy. Nie jest to szczyt moich możliwości, bo pisałam to naprawdę na szybko, zaraz mam rodzinną imprezę, a jutro z przyjaciółmi, więc nie bardzo miałam kiedy się za to zabrać. Ale już nie będę przedłużać ;)

Uwaga -> Pod całym opowiadaniem będzie spis jakie osoby są skąd, gdyż kilku na pewno nie znacie ;>



~~~



I said remember this moment *

Muzyka dudniła w uszach, światła wskazywały tu kolor czerwony, tam zielony, a tam jeszcze żółty. Barek był w pełni wyposażony w kolorowe drinki i napoje, które goście chętnie przyjmowali do swych ust.

Parkiet był cały zapełniony kolorowymi głowami, jedna zasłaniała drugą, niżsi w ogóle przestali być widoczni dla patrzących ze stolików.

Muzyka przepełniała całą salę, gości i solenizantkę. Wszakże świętowała ona przy swoich ulubionych piosenkach grywanych przez jej ulubioną blondynkę i ulubionego rudzielca.

Jeśli chodzi o gości, było tu pewne zróżnicowanie.

Na środku parkietu jak nikt kręciła się śliczniutka blondynka z kolczykami w kształcie rzodkiewek i naszyjnikiem z korków po kremowym piwie. Jej partner siedział przy barze z butelką Ognistej whiskey próbując dostrzec dziewczynę w tłumie. Z mizernym skutkiem.

-Daj spokój Malfoy, zaraz wróci, będziemy śpiewać sto lat. - Blaise Zabini zmaterializował się tuż przy jego boku uśmiechając się od ucha do ucha.

-Za dużo pijesz. - odwarknął ten. - Ta Weasley ma na Ciebie zdecydowanie zły wpływ. Nie potrafię sobie wyobrazić jak będę śpiewał komukolwiek jakieś 'sto lat'. I Ciebie także sobie tak nie wyobrażam. To upokarzające.

-Mówi to chłopak Lovegood. - Pansy Parkinson oparła się o ramię przyjaciela. - Zresztą chyba nie masz wiele do powiedzenia. Zaśpiewasz jej czy tego chcesz czy nie.

-Phi, nie ma mowy. Te piegi Waszych partnerów dotarły do Waszych mózgów i zrobiły tam niezły sajgon.

-Draco. - dziewczyna westchnęła. - Nie myśl, że to straszne i po prostu to zrób. Szybko minie. Bezboleśnie.

-To uwłacza mą godność.

-Wiem coś o tym. - blondyn siedzący obok ze szklanką brandy naraz włączył się do rozmowy. - Dorian mam na imię.

-Wiesz, kogoś mi przypominasz. - Draco spojrzał na niego badawczo.

-Tsa, może tego chłopaka, który razem z Katniss, Peetą i Volterem gra w Darta (rzutki).

Wzrok Dracona, Pansy i Baise'a automatycznie powędrował w odpowiednim kierunku.

-Trochę kiepsko widać, ale jesteście podobni. - Malfoy kiwnął głową.

-Kretyni. - prychnęła Pansy. - Do Ciebie Draco jest podobny. Bardzo.

-Wiem o tym. - Dorian wzruszył ramionami. - Autorka była tak nim oczarowana, że i ja i Oliver - ten co gra tam w te rzutki - wyglądamy właśnie tak.

-Jesteście oboje gorący. - Draco skinął z zadowoleniem głową.

-Wiem. - zaśmiał się drugi blondyn. - Dzięki Tobie mam powodzenie. Ten co tam tańczy, koło tej rurki, to mój chłopak, a tam koło Autorki siedzi moja dziewczyna.

-Masz dwoje? - Blaise uniósł brwi.

-Teoretycznie. - Dorian skinął głową. - Praktycznie tylko chłopaka.

-Wziąłbym ją sobie chętnie, ale Ginny... - westchnął Blaise.

-Czeka na Ciebie na parkiecie. - zaśmiała się Pansy. - Chodź, chodź.

-Eeem... Dorian? Czy ona stworzyła jeszcze jednego bohatera podobnego do Draco? - Zabini uniósł brwi.

-W głowie pewnie z milion, ale o żadnym więcej nie pisała. O Natanie jakimś jeszcze słyszałem, pisała o nim z przyjaciółką, ale podobno przerwały.

-Tak, miał to być mój kochanek na relacji kocham/nienawidzę. - Pewna blondynka usiadła sobie na barku. - Melanie jestem. Jej pierwsza bohaterka.

-Ale. Tu. Idzie. Kolejny. Draco. Draco! - westchnął Blaise. - I. To. Z. Potterem.

-Kurwa, co... - Malfoy spojrzał na idących mężczyzn z uniesionymi brwiami.

-Autorka jest fanką drarry. - Melanie cicho się zaśmiała. - Pewnie chciała żebyś był tu i z Luną i z Harrym.

-Właściwie to autorka nie zwie się Melanie?

-Mhm, to dzięki mnie. - dziewczyna wzruszyła ramionami.

-Gdzie zniknął Malfoy dwa z Potterem?

-Potterem dwa. - prychnął mężczyzna z okularach trzymając pod rękę swoją dziewczynę.

-Myślałem, że śmierdzi tak alkohol, a to przecież szlama. - prychnął Draco jeden.

-Odczep się od Hermiony, Malfoy. - warknął Potter.

-Nie mogę zrozumieć jak ona mogła pomyśleć, że możemy być razem. - Draco jeden pokręcił głową.

-Spójrz na parkiet. - zaśmiała się Mel. - wygląda na to, że nieźle się bawicie.

-Koło mojego chłopaka. - Dorian pokręcił głową i ruszył w tamtą stronę.

-Ej, ja się bawię z Luną lepiej, niż Malfoy dwa z Potterem dwa. - prychnął Draco i ruszył na parkiet szukać swej wybranki.

Harry spojrzał na zgromadzony tłum. W jednym z rogów sali można było dostrzec mężczyznę z kobietą o połowę młodszą, która trzymała sztylet w dłoni. Obok stał mężczyzna z hakiem zamiast ręki wraz z blondynką u boku, a jeszcze dalej czarnowłosa kobieta z mężczyzną odzianym w zieleń.

-Robin Hood! - krzyknął Harry i pobiegł z uśmiechem na twarzy w stronę mężczyzny. - Jestem wielkim fanem, mogę prosić o autograf?

-Em... - ten się zawahał.

-Zrób to. - powiedziała czarnowłosa Regina patrząc na swojego towarzysza. - Może wtedy autorka napisze mi szczęśliwe zakończenie.

-Ja też bym prosił. - mruknął mężczyzna z młodszą kobietą u boku.

-A Ty kto? - zapytał grzecznie Harry wyczarowując długopis i kartkę i podając je Robinowi.

-Rumplestiltskin. - odparł mężczyzna.

-Czyli?

Hermiona westchnęła podchodząc do Pottera.

-Rumplestiltskin znany także jako Titelitury. Bohater mugolskiej bajki, który potrafił prząść złoto. Córka młynarza...

-Która zwała się Cora. - wtrąciła blondynka o imieniu Emma.

-... powiedziała, że potrafi prząść złoto ze słomy. Król chciał ją sprawdzić, ale oczywistym było, że  kłamała. Wtem zjawił się Titelitury, który w zamian za kolejno za pierścień, naszyjnik i jej dziecko.

-Serio, miałeś dostać mnie w nagrodę? - Regina uniosła brwi.

-Raczej dostałbym Zelenę. - mruknął Rumple.

-Ugh, nie ma mowy. - prychnęła jego żona.

-A Wy to kto? - zapytała Hermiona.

-Belle. - przedstawiła się towarzyszka Rumplestiltskina.

-Hook.

-Emma.

-Belle z „Pięknej i bestii”, Hook z „Piotrusia Pana”, a Emma? - Harry przekręcił głowę.

-Właściwie to jestem córką Śnieżki i Księcia. - odparła Emma.

-A ja jestem Złą Królową. - dodała Regina.

-Rozumiem. - kiwnęła głową Hermiona. - Autorka lubi baśnie.

-I wampiry. - dodał mężczyzna pijący burbon i obejmujący ciemnowłosą.

-I mieszańców. - dopowiedział inny trzymając dla odmiany w ramionach blondynkę.

Był Klaus z Caroline, był Damon z Eleną, Stefan z Katherine. Dalej była Melanie i Maurice,
gdzieś tam tańczyli Krzysiek z Adasiem, a gdzie indziej Lauren z Anthony'm. Peeta wygrywał w rzutki, a Ludmila i Federico nucili ulubione piosenki Autorki siedząc przy kominku.


Came to my mind I should paint it with a pen **


-Uwaga wszyscy, tort! - Autorka jednym ruchem pióra zwołała wszystkich obok siebie. Osiemnaście kolorowych świeczek widniało na kokosowej masie.

Patrzyła na gości, wszystkich tych, których kochała, o których kochała czytać i pisać. Którzy istnieli w jej głowie i nie musieli istnieć nigdzie więcej. I także Ci, których sama stworzyła.

Była magia, krew i miłość.

I tak miało być dalej.

Więc zdmuchnęła świeczki myśląc „To był koniec epoki, ale początek nowej ery”.


I każdy, bez żadnego wyjątku nawet w postaci arystokratycznej blond czupryny, śpiewał głośno i wyraźnie słowa do „sto lat”.





~End~




Dziękuję bardzo tym, co dotarli do końca, pod spodem ściąga kto skąd jest ;)

- Luna Lovegood, Draco Malfoy (jeden i dwa), Harry Potter (jeden i dwa), Hemiona Granger, Blaise Zabini, Pansy Parkinson, Ron Weasley - książki "Harry Potter"

- Katniss Everdeen i Peeta Mellark - ksiązki "Igrzyska Śmierci"

- Rumplestiltskin, Belle, Hook, Emma, Robin Hood, Regina - serial "Once upon a time"

-Damon, Elena, Klaus, Caroline - seriat "The vampire diaries"

-Lauren i Anthony - z serialu "Faking it", a który ostatnio miałam ochotę.

-Lidmila i Federico - serial "Violetta", z którego lubię praktycznie tylko tę dwójkę.

-Dorian i Alex - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Kazią.

-Melanie i Maurice - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Olą.

-Oliver i Volter - bohaterowie mojego własnego opowiadania, które piszę z przyjaciółką Werą. 

-Adaś i Krzyś - bohaterowie mojego ulubionego opowiadania, pierwsze opowiadanie yaoi, które naprawdę weszło mi w kości ;>



* - Taylor Swift - Long live
** - Ed Sheeran - Afire love


I to chyba tyle, mam nadzieję, że żadnego bohatera nie pominęłam. Jest tam trochę chaos, ale co tam. Śmieszne jest jeszcze to, że 5 minut temu dostałam zaproszenia na moją imprezę, która jest dziś i jutro. no cóż, bywa, że ludzie Cię nie lubią ;> 

Dziękuję Wam jeszcze raz za to, że jesteście i do zobaczenia niedługo. ;]

niedziela, 16 listopada 2014

Jasnoszare myśli umazane błękitnym snem. ~ Cz. 3


Wzrok żadnej z dziewczyn nie przykuwał tak jego uwagi jak jej. Przecież one wszystkie miały na co patrzeć, on zwyczajnie to wiedział i akceptował przyjmując na siebie wszystkie konsekwencje. Ale żadnej z nich nigdy nie zatrzymał u swego boku na dłużej. Dlaczego? Miały zbyt dużo pigmentu.

A przynajmniej tak to nazywał.

Lubił kolory bez ubarwiaczy, wbrew pozorom „tapeta” na twarzy kobiety odstraszała go prawie tak bardzo jak nieczysta krew. Kolory mugoli były bardzo mocno rozdrobnione w wodzie, szlam tylko trochę mniej, półkrwi – co chyba było logicznie zawarte w nazwie - do połowy, a więc jedynie czystokrwiści mogli się pochwalić prawdziwą, mocną warstwą barw.

Takie kolory w opisywaniu niewiele się różniły, szmaragd Pottera nie był tak mocny jak szmaragd jednej ze Ślizgonek – Izabeli, która teoretycznie kolorystycznie bardzo przypadała mu do gustu, jednak ten szmaragd zbyt przypominał szmaragd Pottera. Nie był niczym wyjątkowym. Zatem nie był w stanie spełnić jego wymagań.



-Co to jest?

-Okulary. Dzięki nim możesz widzieć gnębiwtryski.

-Czym są gnębiwtryski?

-To magiczne stworzenia, które wlatują nam przez uszy i mieszają w głowie.

-Jakiego są koloru?

-Spójrz na moją głowę i zobacz. Jest ich tam pełno.

-Niczego tam nie widzę.

-Zatem nie mają koloru.

-Nie istnieje nic bez koloru.

-Tak więc łamią zasady.



Stał z pędzlem w ręku nie wiedząc co dokładnie miałby zrobić. Zamknął oczy. Jak miał je namalować? W jaki sposób? Nie ma takiej farby, która nie miałaby koloru. Ale ta rozmowa dała mu zbyt wiele do myślenia.

-Co malujesz? - Pansy oparła się mocno o ścianę.

-Coś, czego nie widzę. - odarł głośno wzdychając.

-Draco, czy Ty się dobrze czujesz?

-Nie. - odparł i odszedł od płótna. Schował pędzel do kieszeni i wyszedł z pokoju.



-Jak mam je namalować?

-A po co chcesz je malować?

-Po prostu chcę. Jakiego koloru mam użyć?

-One nie mają koloru.

-Więc jak?

-Pozostaw czyste płótno.

-To znaczy biały?

-Nie. Bez koloru.



Malował czarną farbą, dodawał trochę zieleni i żółci starając się pozostawić jak najwięcej pustych malutkich plamek dookoła.

-Malujesz gwiazdy na Ziemi? - Blaise spojrzał na niego z politowaniem.

-Nie. Maluję to, co siedzi mi w głowie. To coś, co wleciało prosto przez uszy i nie pozwala mi o niej zapomnieć.



-Chcę Cię namalować.

Dziewczyna spojrzała na niego i powoli wstała od stołu.

-A jak chcesz to zrobić? - zapytała ciepło.

-Nie jestem pewien. - odparł. - Ale chyba pozwolisz mi spróbować.
Zaśmiała się zaciekawiona, po czym pozwoliła się złapać za rękę i wyszła tak z nim z Wielkiej Sali ignorując zazdrosne spojrzenia dziewczyn oraz pełne zdziwienia tudzież pogardy kierowane przez jej czy też jego przyjaciół.

Udali się prosto do lochów Slytherinu, przemknęli przez pokój wspólny i dotarli do dormitorium Dracona. Zamknął drzwi na wypadek nieproszonych gości (których był w tym momencie bardziej niż pewien) i tak dla pewności rzucił zaklęcie wyciszające (jakby chcieli się wydzierać, by ich wpuścił).

Blondynka usiadła swobodnie na jego łóżku i rozejrzała się dookoła. Uśmiechnęła się.

-Ładnie tu. - powiedziała. - Zawsze myślałam, ze lochy są bardziej ciemne.

Skinął lekko głową i podszedł do płótna ustawionego naprzeciw łóżka.

-Jaki jest Twój ulubiony kolor? - zapytał zerkając na nią.

-Żółty. - odparła. - A Twój?

-Srebrny.

Pędzel szybko zrobił się żółty, ale nie bardzo wiedział co miałby nim przekazać. Nie chciał malować portretu, nie takiego zwykłego – to mógł zrobić każdy malarz nawet mugolski i nawet z ulicy. To nie była dobra droga.

-Jak chcesz mnie namalować? - zapytała przechylając lekko głowę i obserwując pędzel.

-Nie wiem. - odparł całkiem poważnie. - Nie wiem jakiego koloru użyć.

-Musi to być jeden kolor?

-Jeden wiodący. Każdy ma jakiś kolor wiodący.

-Jaki masz Ty?

-Szary.

-Bzdura. - wywróciła oczami.

-Co?

-Bzdura. - powtórzyła. - Na pewno nie szary. A przynajmniej szary nie jest wiodący.

-Więc jaki w Twoim mniemaniu?

-To proste. - pokręciła głową. - Przy swoich przyjaciołach jesteś złoty, dla kobiet jesteś zimno-błękitny, dla rodziców jesteś zielony, dla Sam-Wiesz-Kogo jesteś szary, a dla Harry'ego jesteś czarny.

-A reasumując?

-Namaluj to co widzisz, Draco. - Luna poprawiła włosy. - Są takie przedmioty, które mają nieco więcej niż jeden kolor.

Prychnął pod nosem i na jego pędzlu pojawił się różowy kolor. Nie był przekonany, zupełnie nie był przekonany, ale od czegoś zacząć musiał. A ona miała w sobie coś z różu, taka delikatna, kochająca...

Patrzył na nią, myślał o niej i nawet nie zauważał koloru na jego pędzlu powoli się zmienia. Spoglądał na płótno, ale nie zwracał na to uwagi. Linie nie mogły być proste, jej włosy zostawił przezroczyste (na cześć gnębiwtrysków), a kolory zmieniały się co chwilę.

Delikatna, wrażliwa, pomocna...
Pełna intuicji i uczuć...
Spostrzegawcza, pełna wyobraźni...

Inna niż wszystkie.

Dopiero przy ostatnim pociągnięciu pędzla zmarszczył brwi. Kolory się zmieniały.

Był róż, wrzos, fiolet, błękit, czerń, granat i ten kawałek pustki na jej włosach.

To nie był portret, rysunek obejmował dziewczynę siedzącą na jego łóżku, siedzącą w ciemnym otoczeniu i jaśniejącą na jego tle.

Blondynka wstała, obejrzała jego dzieło i uśmiechnęła się lekko.

-Chyba Ci się udało. - stwierdziła nieco rozbawiona. - Można by powiedzieć, że to ametyst, mój ulubiony kamień. Jest wyjątkowy, ludzie twierdzą, że fioletowy, ale to nie jest do końca prawda. 

Może być też różowy czy niebieski... Łączy.

-Jesteś ametystem. - stwierdził.

-Wychodzi na to, że tak. - skinęła głową.

Spojrzał na obraz jeszcze raz. Widział na nim dziewczynę mocno odznaczającą się na tle, o której mógł powiedzieć więcej, niż tylko jeden kolor. I wiedział, że mu się udało.

-Namaluj mnie. - powiedział po chwili spoglądając na nią i podając jej pędzel.

-Nie potrafię. Nikt naprawdę tego nie potrafi.

-Co to znaczy?

-Jesteś wyjątkowy. Twoje maski są wyjątkowe. Jeszcze tego nie zauważyłeś?

-Czego miałbym nie zauważyć?


-Jesteś lustrem, Draco. A namalować idealnie lustro, to rzecz niewykonalna nawet w świecie czarów. 



~fin~




W końcu udało mi się napisać ostatnią część tego opowiadania. Jestem z niego zadowolona, uwielbiam kolory i rzeczy, które od tych kolorów odbiegają ;> 
Wiem, że długo mnie nie było i za to przepraszam, ale plan zajęć nieco mi się zmienił, staram się też ćwiczyć regularnie, więc mam mniej czasu na pisanie, nad czym bardzo ubolewam. Nie wiem kiedy się pojawi coś następnego, ale myślę, że nie będziecie na to czekać więcej niż 2 tygodni ;]

piątek, 31 października 2014

„Daj im przyjemność – tę samą przyjemność, kiedy wybudzają się z koszmaru.” *


Na początku powiem, że jest to miniaturka nieco inna niż poprzednie dłuższa.
Ogarnęła mnie atmosfera Halloween ;>



~~~


-Hermiona, ile będziesz robiła robiła te uszy?

-Gin, jak chcesz lustra to lepiej zrobisz idąc do Luny.

-Ona sama go używa, w życiu go nie dostanę!

-To idź do siebie, to konkretne zwierciadełko jest już zajęte do końca wieczora.

-Nie mogę, przecież jestem już cała w bladoniebieskiej farbie, nikt nie może mnie zobaczyć.

-To poczekaj aż skończAAę.

-Zdążę chyba umrzeć.

-Cóż, wtedy przyczynię się do Twojego zwycięstwa w konkursie na najlepsze przebranie.

-No przesuń się chociaż...

-Nie, to moje lustro.

-Idę do siebie.

-Do zobaczenia.

-Pff.

-No idź już, przez Ciebie kreska wyszła mi zbyt gruba.





-Ej, Harry, co to za strój?

-A, to taki bohater, jak mieszkałem u Dursleyów to często czytałem o nim komiksy.

-Komiksy? Co to?

-Takie jakby gazety z obrazkami, które się nie ruszają.

-No tak, u mugoli nic się nie rusza. Co on właściwie takiego heroicznego zrobił?

-Jak każdy bohater, ratował świat.

-Myślisz, że z tym wygrasz? Tutaj mało kto zna mugolskie postaci.

-Wygram, zobaczysz. A Ty? Nawet nie do końca widać, że jesteś przebrany.

-To stare ciuchy dziadka, mama mi je wysłała. Ciekawe co dostała Ginny.

-Oby nie frak. Dawaj, bo się spóźnimy.

-Masz maskę?

-Ano mam.

-Zazdroszczę.





-Pansy, ile mamy jeszcze na Ciebie czekać?

-Draco jakoś nie narzeka!

-Bo on poprawia makijaż.

-Spadaj, Blaise, to nie makijaż. Po prostu się dobielam. I to tylko dlatego, że nasza kochana Ślizgonka jeszcze siedzi i maluje usteczka na ten obrzydliwy kolor.

-To róż, Draco. Za słodki dla Ciebie?

-Tak. A Ty Blaise też mógłbyś trochę się dobielić.

-Ale tego nie zrobię. Wyglądam doskonale.

-I tak nie masz ze mną szans.

-No, już jestem, moi chłopcy. Patrzcie i podziwiajcie, bo w tak krótkiej spódniczce nie zobaczycie mnie aż do świąt.

-Szczyt naszych marzeń.



~~~




Wielka sala wyglądała niczym mugolski cmentarz z prosto z najstraszniejszego horroru. Nad ziemią unosił się biały dym, z nagrobków (czytaj: stołów) lała się krew, sufit ukazywał niemal czarne niebo (czerń zakłócał jedynie księżyc w pełni), a środek sali pozostawiony został na tańce. Jeden wielki kamienny parkiet mający pomieścić uczniów z szóstego i siódmego roku.


Jednak sala kryła jeszcze jedną magiczną sztuczkę, o której nie zdawał sobie sprawy ani dyrektor, ani nikt za wyjątkiem sprawcy jeszcze nie odkrytego zamieszania. A ta osoba siedząc wygodnie na swoim łóżku tylko czekała, aż magia i Halloween połączą się w den wielki haos.



~~~



-Ał... te kły są strasznie niewygodne. - mruknął Draco kręcąc oczami. - Nie wiem jak wampiry mogą trzymać to ciągle w ustach...

-Daj spokój, Dracusiu, sam sobie wybierałeś kostium. - Pansy zawinęła pasmo prostych włosów na palcu.

-Bo jestem niemal wystarczająco blady, to było najprostsze rozwiązanie. Mam też najdroższy kostium, trochę Twojego białego pudru i wyglądam doskonale.

-Pożarłbym mózgi. - stwierdził Blaise wzdychając. - Ale akurat nie dostrzegam żadnego w pobliżu. - dodał patrząc na odzianą na różowo i odzianego na czarno.

-Haha, Zombini, jesteś przekomiczny. - prychnął Malfoy.

A zaraz po prychnięciu wkroczył do Wielkiej Sali. A za nim Pansy i Blaise.

I kły przestały go uciskać. A jej spódnica już nie wydawała jej się taka krótka, wręcz zachciała skrócić ją o kilka centymetrów. A on naprawdę zaczął mieć ochotę na mózgi, i to niekoniecznie takie, które leżały na nagrobkach (czytaj: stołach).





-Ej, ale Dean, Seamus i Neville mieli na nas czekać! - mruknął Ron poprawiając marynarkę.

-Mieli dość obserwowania jak rysujesz sobie wąsa.

-No wybacz, ale rudy wąs dziwnie by na mnie wyglądał. - Ron wywrócił oczami.

-Ale czarny Ci nie pasował... - Harry wywrócił oczami.

-Ty masz maskę, to się nie odzywaj. A w ogóle to ten Twój bohater coś robi?

-Ano robi. Może wystrzeliwać pajęcze sieci, jest supersilny...

-Pajęcze?! Harry, jak mogłeś mi to zrobić!?

-No... eee... Zapomniałem...

-Zapomniałeś? Nieważne, idziemy, chcę jak najszybciej zaprezentować mojego brązowego wąsa.

-Ma rudawe przebłyski...

-Cicho! Jest brązowy. Idziemy.

Jednak wąs po wejściu do Wielkiej Sali nie wydawał się być brązowy ani trochę. Przeciwnie, był bardziej rudy niż włosy najmłodszego męskiego przedstawiciela rodziny Weasley. A pajęcze sieci nie zostały już tylko w komiksie, chcąc nie chcąc, młody Potter mógł je zaprezentować ich tańce na parkiecie.





-Em, Luna, za kogo się przebrałaś? - Ginny przechyliła głowę by uważnie zlustrować przyjaciółkę.

-Za Alicję. Tej z Krainy Czarów. - odpowiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając.

-Luna? Znasz mugolskie książki?

-Mugolskie? To dziewczyna z Żonglera, której biały królik ukradł zegarek i dopóki go nie złapała to przytrafiały jej się same złe rzeczy. - uśmiechnęła się.

Hermiona nieco się zdziwiła.

-Więc czemu masz tego królika na głowie?

-Bo jak jest tam to już mnie nie ugryzie i nie spotka mnie nic złego. - powiedziała blondynka jakby to było coś niebywale oczywistego. - A Ty? Jesteś kotkiem?

-Czarnym Kotem. - poprawiła Hermiona. - Choć w tym lateksie czuję się nieco nieswojo.

-A ja wreszcie dostałam się do łazienki. - zaśmiała się Ginny. - Musiałam coś zrobić, żeby w tej sukni wyglądać dobrze.

-Więc kim jesteś?

-Panną młodą, która nigdy nie doczekała swojego księcia. Jestem trupem.

-Zgniłą panną młodą? - zasugerowała Hermiona.

-Co? W sumie ładnie to brzmi. Tak, tak będzie lepiej. - przytaknęła rudowłosa i skierowała się do sali.

Wchodząc poczuła dziwny zapach. Jakby zwłok. Lateks Hermiony przestał wywoływać w ciemnowłosej zmieszania, a pluszowy króliczek na kapeluszu Luny zdecydował się wyjść na mały spacerek.



~~~



Można by rzec, że na sali pojawiło się mnóstwo dziwaków. Uczniowie o ciemnozielonych twarzach rzucali w siebie zaklęciami śmiejąc się w bardzo dziwny sposób. Niektórzy wyli do księżyca, inni błagali o trochę wody, bo ogon zaczynał im schnąć. Było kilka diabłów, jeden koń, mnóstwo poparzonych, bądź poranionych ludzi, a tylko dwóch lekarzy. Szkielety urządziły sobie osobną imprezę tańcząc „robota” na nagrobkach (czytaj: stołach), księżniczki szukały swoich książąt, a dynie tylko czekały aż ludzie z nożami zamiast palców zaraz zaczną je ciąć.



~~~



-Gdzie pan ucieka, panie Spidermanie? - Rudowąsy mężczyzna spojrzał w górę obserwując znikającego przyjaciela odzianego w niebiesko-czerwony strój.

-Świat może być w niebezpieczeństwie! Muszę go uratować! - odparł za to człowiek-pająk.

Leciał na jednej ze swoich sieci, przerzucał jedną za drugą, aż w końcu ostał w jednym miejscu na środku ogromnego nieba Wielkiej Sali wiszą do góry nogami na jednej ze swoich sieci.

-Co tam robisz, Pajączku? - Kobieta odziana w lateks, z kocimi uszami i czarną maską na twarzy w jednej chwili uśmiechała się do niego, a już w następnej wbijała mu biały obcas w pierś.

Mężczyzna pod wpływem kopnięcia zachwiał się i najzwyczajniej puścił utrzymującą go linę.

-Tak szybko się ze mną żegnasz? - zaśmiała się i zeskoczyła na dół.

Mężczyzna upadł na jeden z nagrobków siejąc nieprzychylność wśród kościotrupów. Dziewczyna wylądowała tuż obok niego i uniosła lekko brwi.

-Co z Twoim instynktem, Pajączku?

-Widocznie znika, gdy na mojej drodze pojawiają się tak piękne panie.

-Uu, czyżbyś mnie podrywał?

-Być może.

-Za Tobą!

Zamach i zaraz dostał po głowie kością promieniową pozbawionej jakiejkolwiek skóry czy mięśni.

-Ał. - złapał się za głowę. - Coś zrobiła z moim instynktem?

-Odpowiem Ci później, konkretnie u Ciebie w dormitorium, ale to zaraz po tym, jak rozprawimy się z tymi bezmięśniowcami.

-Jestem bardzo za.





Jej cichutkie „hihi” można było słyszeć stojąc na drugim końcu sali. Nawet zielonoskóra profesor McGonagall wraz z ogromnonosą profesor Sprout co jakiś czas zerkały w jej stronę knując rzucenie jakiegoś zaklęcia, które chociażby pozbawi ją głosu. Ale akurat przygotowywały wywar żywej śmierci, i choć jego przeznaczeniem miały być usta ogromnego, cytrynowego Dropsa paradującego pośrodku parkietu to zdecydowały, że użyczą dziewczynie malutkiej dawki.

Czrarnowłosa barbie podciągnęła swoją spódniczkę odrobinkę wyżej, wciąż czuła, że pokazuje zbyt mało. Chodziła wyprostowana i ze sztucznym uśmiechem na ustach. Aż wpadła na pewnego mężczyznę.

-Piękna panienko, ileż Ty kosztujesz? - zapytał mężczyzna.

Kobieta zachichotała głupawo.

-A ile pan by mi dał?

-Cóż, nie wiem czy stać mnie na tak piękną panienkę.

-Więc ile pan by mi dał? - wygięła się lekko w jego stronę ukazując dekolt w niemalże pełnej okazałości.

-Choćby cały mój majątek. - odpowiedział dotykając rudego wąsa palcami.

Laleczka nieco się zarumieniła. I pozwoliła pokazać sobie portfel rudowłosego mężczyzny we fraku. Portfel pełen galeonów.





Poruszał się bardzo wolno szukając możliwości kolejnego najedzenia się. Choć większość z nich mogła po prostu uciec to jednak czekali i krzyczeli wiedząc co nadejdzie.

Akurat szykował się do zjedzenia mózgu najbliżej stojącej królewny, która już wyglądała na wyczerpaną uciekaniem.

Jednak wciąż machała rękami i krzyczała wniebogłosy. To było bardzo irytujące.

-Spokojnie. - powiedział bardzo, bardzo wolno, tak bardzo, że nie była w stanie zrozumieć nawet jednej sylaby. - Nie będzie bolało.

-Nie będzie bolało. - usłyszał zdanie mówione bardzo podobnym tempem.

Królewna wierciła się w tę i wew tę zasłaniając mu widok. Mógł zjeść jej mózg, ale w tych momentach bardziej pragnął ujrzeć właścicielkę pięknego głosu, który był w stanie dosłyszeć.

Inni mówili o wiele zbyt szybko, na tyle szybko, że słyszał tylko „aa” i nic poza tym. A nagle zrozumiał bez problemu calutkie zdanie. To musiało być przeznaczenie.

I po jakimś czasie wreszcie mu się udało ją dostrzec. Była niczym nieżywa, blada z niebieską poświatą i rudymi, długimi włosami. Była w długiej, ubrudzonej sukni ślubnej podartej na dole, jakby ktoś próbował zjeść widniejące tam białe kwiaty.

Już wtedy wiedział, że spotkał trupa swojego życia.





-Biały Króliku! Biały Króliku! - blondwłosa dziewczyna zaczęła krzyczeć na cały głos.

Westchnęła głęboko i zaczęła szukać swojej zguby.

Sprawdzała groby, kotły, zasłony, a nawet poncze z gałkami ocznymi (wywróciła się przy tym dwanaście razy) Ale w środku nie było jej króliczka. Zdecydowała się opuścić salę, by poszukać go w reszcie zamku. Wiedziała, że dopóki go nie znajdzie, dopóty gonić ją będzie stado kościotrupów i zombie, którzy tylko marzą, by dostać się do jej jasnej główki.

Wyszła na korytarz i powtarzając nieustannie „Biały Króliku!” weszła do wieży astronomicznej.
Zauważyła go. Siedział przy widoku na jezioro, widziała go, choć zdawało jej się być zbyt ciemno by to dostrzec. Ale była pewna.

-Biały Króliku, tu jesteś. Ile ja się Ciebie naszukałam...

Westchnęła podchodząc do niego zrezygnowana. Ale królik wyciągnął tylko zegarek, spojrzał na uciekające wskazówki i hop – skoczył prosto w nicość nim dziewczyna zdążyła go dosięgnąć.

-Biały Króliku! - krzyknęła, ale on już nie mógł jej dosłyszeć.

Westchnęła po raz kolejny obserwując miejsce, w którym jeszcze przed chwilą go widziała.

Aż poczuła coś dziwnego.

Odwróciła się na pięcie i zaczęła wpatrywać w otaczającą ją ciemność. Wydawała się być bardziej ciemna niż wcześniej, ale dziewczyna nie skłonna była przyznać tego sama przez sobą. Opanował ją strach. Wiedziała, że znowu spotka ją coś złego. Tak właśnie wyglądał pech.

Stanęła znowu przodem do jeziora, czuła, że serce podchodzi jej do gardła. Uniosła głowę wysoko i starała się nie okazywać ogarniającego ją strachu.

A chwilę później wrzasnęła czując wbijające się w jej szyję wampirze kły.



~~~



-Hermiono... - zaczął Harry nieco niepewnie spoglądając na wtuloną w niego dziewczynę.

-Hmm? - mruknęła nie poruszając się nawet o milimetr.

-Wiesz... Ten lateks to był naprawdę dobry pomysł.





-Weasley?

-Parkinson?

-Co ja u licha tutaj robię?!

-Nie pamiętasz?

-Pamiętam. A, właśnie. Dostałeś co chciałeś. Teraz płać.

-Ee... - wyciągnął portfel. Zupełnie pusty portfel. - Przysięgam, że tam było mnóstwo pieniędzy! W sumie to Twoja wina! Mogłaś brać wcześniej!

-Pff. Masz u mnie dług. Ale może pozwolę Ci spłacić go następnej nocy. - zgarnęła z ziemi spódniczkę. - Nie jest ona za krótka?

-Nie, skądże. Jest idealna.





-Chrapiesz.

-Twoje włosy łaskotały mnie w nos.

-Jasne, Ślizgoni zawsze muszą znaleźć jakieś usprawiedliwienie.

-Taki mamy urok.

-Widać to działa.

-Na trupy?

-Jak widać nie tylko.

-Też to czujesz?

-Co?

-Ten zapach. Weź już wywal tę suknię ślubną, kiedyś może kupię Ci nową.





-Wschód słońca Cię nie pali?

-Nie, o dziwo nie. Mocno Cię ugryzłem?

-Trochę. Myślisz, że stanę się wampirem?

-Nie, nie jesteś aż tak blada.

-Zgubiłam mojego królika...

-Tego pluszaka? Mam go tu.

-O, dlatego nie mam już pecha. Właściwie skąd go wziąłeś?

-Wrócił tu żeby sprawdzić godzinę. Za tymi drzwiami jest najlepszy zegar w całym czarodziejskim świecie. To jego chce Voldemort, nie Pottera.



~~~



Severus Snape siedział uśmiechnięty w swojej komnacie. Kto by pomyślał, że wystarczy kilka zaklęć, a uczniowie, nauczyciele i nawet sam Dumbledore pogrążą się w chaosie. Bądź co bądź większość została pobita, miała rany z powodu zaklęć, albo skarżyła się na pewne braki mózgowe lub trafiła do Munga jako ofiary wywaru żywej śmierci (nieudolnie przygotowanego). Ale nikt nie zginął.

Jednak Severus był bardzo zadowolony nawet i z takiego obrotu sprawy.
W końcu Nietoperz, którym stał się zeszłej nocy, zrobił furorę i zasłużył na pierwsze miejsce w konkursie na kostium. A co za tym szło?

Dokładnie to, że teraz mógł sobie siedzieć z mugolskim popcornem przed mugolskim telewizorem i oglądać cały zestaw jak najbardziej niemugolskich horrorów.




~fin~




* Cytat Hitchcock'a

Pisałam tą miniaturkę ostatniej nocy, bo bardzo chciałam napisać co na halloween, a wiedziałam, że dzisiaj nie będę miała czasu - zabawa halloweenowa. 
Jest trochę dziwna, ale jakoś mi się podoba, pewnie są błędy, ale chwilowo na to nie patrzę. Jestem zadowolona, bo wyszła znacznie dłuższa niż miała. 
Wiem, że obiecałam drunę, ale to wyjątkowa sytuacja, choć drunę zawarłam xd 
Moje ulubione parringi tu są: druna, blinny, harrmione i dransy. Ah, lubię to. ^^