Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2015

Clean


-Przecież nic mi nie jest. - jasnowłosa dziewczyna pochyliła lekko głowę w bok patrząc z uśmiechem na przyjaciela.

Sztucznym, bo sztucznym, ale jednak uśmiechem.

-Gówno prawda. - ten prychnął kręcąc lekko głową. - Wstajesz, żyjesz i idziesz spać. Sypiasz z facetami po trzeciej randce, a potem ich zostawiasz.

-Chcę się zakochać. Szukam kogoś odpowiedniego. - dziewczyna wywróciła oczami.

-I masz w dupie, że ten z przydługimi włosami rozbeczał się jak baba, kiedy go rzucałaś.

Dziewczyna zaśmiała się pod nosem podchodząc do drzwi swojej ulubionej restauracji.

-Od kiedy zaczął Cię obchodzić mój były chłopak? - zapytała łapiąc i pociągając za klamkę.

-On? - ciemnowłosy prychnął. - Mam w dupie jego los i dobrze o tym wiesz. Tu chodzi tylko o Ciebie.

-Zawsze traktowałam ludzi jak nic niewarte, zbędne pionki uprzykrzające mi życie. - wywróciła oczami. - Nic się nie zmieniło.

-Zgadza się. Tylko zawsze były wyjątki.

Blondynka westchnęła głęboko. Niechętnie potwierdziła słowa przyjaciela skinieniem głowy.

Weszli do środka i zamówili lody. Ona – miętowe, a on – czekoladowe. Usiedli przy jednym ze stolików przy oknie zajadając się zimnymi przysmakami.

-Teraz takim wyjątkiem zostałem tylko ja.

-Czuj się zaszczycony.

-Czuję. - zaśmiał się przechylając się trochę do tyłu. - Ale nie jesteś szczęśliwa.

-Jestem.

-Uciekasz oczami.

-Nieprawda. Patrz. O teraz. - oparła się łokciami o stolik i spojrzała na niego uważnie. -Jestem szczęśliwa.

-Cały świat w to wierzy. - skinął głową. - Ale ja nie jestem całym światem. Jestem dla Ciebie kimś więcej, wyobraź to sobie.

-Wiem.

-Więc po jaką cholerę łżesz?

Spojrzała w stronę okna. Ciężko było znieść tak intensywne spojrzenie zielonych oczu. Zwłaszcza takich.

-O, idzie Michael, mój chłopak. Muszę lecieć.

-Siadaj. - syknął. - Wracaj tu, no! Słyszysz! Potrzebujesz mnie teraz! Jeszcze Cię dopadnę, zobaczysz.

Słyszała, ale nie reagowała. Wybiegła zostawiając lody na stoliku. Zje, pomyślała, lubi miętowe.

-Cześć kochanie! - chłopak zza jej pleców spojrzał na nią z uśmiechem.

O nie, pomyślała, on naprawdę tu był?

Nie miała najmniejszej ochoty widywać się ze swoim chłopakiem. Najmniejszej. Spojrzała na niego z niechęcią, po chwili zamknęła oczy i westchnęła.

-Przepraszam. - powiedziała nie bardzo wiedząc czemu. Pokręciła głową, odwróciła się i ruszyła przed siebie. Nie oglądała się, nie wiedziała gdzie idzie. Prosto przed siebie, w ciszy, nie odpowiadając na zaczepki żadnego z przechodniów.

Przez kilka godzin wędrowała bez celu, ale to „bez celu” zaprowadziło ją prosto pod żółty, piętrowy domek na obrzeżach miasta. Tabliczka z napisem „na sprzedaż” wciąż czekała i wabiła potencjalnych kupców. Niewiele myśląc przeszła przez płotek tak, jak robiła to miliony razy wcześniej.

Ominęła niewielki ogród, w którym kwiaty dawno zdążyły już zwiędnąć, wspięła się po balustradzie na pierwsze piętro i przez okno weszła do jednego z pokoi.

Tak jak kiedyś.

Pokój był pusty, całkowicie pusty. W koncie, tam gdzie kiedyś skakali po łóżku z czarną, satynową pościelą, teraz widziała tylko obdarty kawałek tapety. A tam gdzie siadali na białym, puchatym dywanie, nie było nic, prób gołej podłogi.

-Dlaczego nie potrafię tak naprawdę dać Ci odejść? - zapytała opierając się o okno.

Aż dziw, że ono stało tak jak kiedyś. Zawsze oglądali z niego gwiazdy. Zawsze widziała stąd inne życie. Nikt nigdy nie docenia swojego szczęścia, dopóki go nie straci.

Trzy kroki w przód.

Dwa w tył.

I obrót.

Kolejna godzina minęła na bezsensownym tańcu i szwędaniu się po opustoszałym pokoju. I w końcu wróciła do domu.

Spojrzała na wazon z białymi różami, które od dziesięciu miesięcy zdobiły jej biurko. Nie były piękne, zdążyły dawno wyschnąć, a woda podtrzymująca je przy życiu - wyparować. Nie zmieniała jej, bo za dużo by o nim myślała. Próbowała wyrzucić zwiędłe kwiaty tysiące razy, ale nigdy jej się nie udało. Listy od niego wrzucała na dno szafki, te całe i te podarte. Żeby nie musiała ich oglądać, ale miała świadomość, że zawsze tam będą.

-Nie potrafię zapomnieć na własne życzenie. - prychnęła patrząc na zdjęcia, które dawno temu wrzuciła pod łóżko.

Sięgnęła po telefon. Dwadzieścia trzy nieodebrane połączenia od przyjaciela i siedem wiadomości. Kochany. Nawet się uśmiechnęła.

Przeczytała wszystkie listy, a te podarte wcześniej podarte posklejała. W końcu usiadła przy biurku z czystym papierem listowym

Drogi,

zaczęła przygryzając czarne pióro. Pierwsze zdania szły koślawo, ale każde kolejne było coraz łatwiejsze. Na papierze widniało kilka pojedynczych mokrych plamek, ale nie zwracała na to większej uwagi. Było jej lepiej, co wcale nie znaczy, że dobrze.

Sięgnęła po swoje ulubione perfumy i psiknęła dwa razy na kartkę. Tak jak zwykła to robić kilka miesięcy, a może już rok?, wcześniej.

Dopiero zamykając kopertę zdała sobie sprawę, że słońce świeci już nad horyzontem. 6:41.

Zamknęła list w kopercie i sięgnęła po telefon.

-Nareszcie oddzwaniasz, martwiłem się. - usłyszała po kilku sekundach. 

-Przepraszam. Możesz pójść ze mną na pocztę?

-Teraz? - zapytał nieco sennie.
-A od które jest otwarta?

-Od ósmej.

-7:50?

-Mogę być gotowy za 10 minut.

-Przyjdę do Ciebie.

-Nie będziesz sama chodziła o tej godzinie po ulicy. Ja przyjdę.

-Dziękuję. - westchnęła do telefonu - Za wszystko.

-Jak się masz?

Uśmiechnęła się lekko.
-Nareszcie czuję, że jestem czysta.  



~~~ 



Późno, bo późno, ale jest. Nie będę kłamać, to opowiadanie całkiem mi się podoba. Taką historię w głowie miałam od kilku dni i ma dużo wspólnego z piosenką mojej ukochanej Taylor Swift pod  takim tytułem jaki nadałam temu opowiadaniu. 
Mała zmiana zasad. Ponieważ widzę, że wchodzicie na mojego bloga, a komentarzy nie ma prawie wcale to zacznę się o nie upominać. Dopóki pod postem nie będzie trzech komentarzy to nie udostępnię niczego nowego. Życie bywa niemiłe ;)

niedziela, 18 stycznia 2015

Mroczny tchórz.


-Uciekasz od kogoś. Pytanie tylko – od pana czy ukochanego?
-...
-Och, rozumiem. Pana i ukochanego.”*



Kolejny zabity człowiek.

Kolejny zburzony dom.

Kolejne zniszczenia.

Szedł jeden, trzymając trzymetrową maczugę w ogromnych łapach. Nic nie robił sobie z królewskiej broni, na nic były strzały z luków, ataki nożami. Potrzeba było stu zniszczonych domów, by jeden z nich padł zabity. Dwustu ludzi na jednego ogra. A ogrów setki.

-Tato, musimy go wezwać, bez magii nie mamy żadnych szans. - ciemnowłosa dziewczyna odwróciła wzrok od okna.

Miała dość patrzenia na to wszystko. Już wystarczająco te stworzenia zniszczyły jej życie. Mogła zrobić wszystko, absolutnie wszystko, byle tylko odgrodzić je od jej świata.

-Nie możemy. On... To samo zło. Nie rozumiesz. Każda umowa ma swoją cenę. Umowy z nim kosztują zbyt wiele. Jego nie obchodzi nasz lud, jedyne na czym mu zależy to zysk i poniżanie ludzi. Takich ludzi nie zrozumiesz, Belle.

Ojciec załamywał ręce, a jej narzeczony starał się udawać prawego rycerza. Każda kobieta w okolicy wzdychała do ciemnowłosego amanta królestwa, lecz ten obrał sobie za cel akurat księżniczkę. I to akurat tę, która za nic miała sobie jego zaloty.

Faktem było, iż po latach nieustannego ględzenia, w końcu przyjęła oświadczyny nie kryjąc przy tym absolutnego i bezkompromisowego braku jakiegokolwiek zapału. Gdyby nie brak matki, gdyby nie ojciec z rozszarpanymi nerwami i brak ataku ogrów, nigdy, przenigdy nie powiedziałaby Gastonowi nawet tak bardzo smutnego „tak”. Ale rzeczywistość kazała jej to zrobić. I ojciec. Bo przecież po jego śmierci ktoś musiał zasiąść na tronie.

-Nie mamy wyjścia. - prychnęła zdzierając zasłony z okna naprzeciwko króla. - Spójrz, ojcze. Twoi ludzie giną. A Ty tu siedzisz i czekasz aż ogry zrobią nam to co mamie.

-Zamilcz. - przerwał jej wstając.

-Zawsze możemy mu odmówić. Ale lepiej wezwać go nim będzie za późno.

-Niech tak będzie, Belle.


Potwór.


Nie spodziewała się, że to ona sama będzie wyznaczoną przez czarnoksiężnika ceną. Ale był to jej pomysł, jej odpowiedzialność. To niedługo miało być jej królestwo. Chciała być bohaterką. Nie mogła zawieść już przy pierwszej niedogodności. Tylko czy można stać się bohaterem z wnętrza zamku Mrocznego?

Wątpiła. Ale jej królestwo musiało być bezpieczne. Nawet jeśli już nigdy nie mogła go zobaczyć.
Wbrew pozorom praca wiecznej gosposi u Rumpelstiltskin'a nie była wcale taka zła. Tęskniła za ojcem, lecz gdy tylko nie musiała wysłuchiwać jak jej nowy Pan (jak ona bardzo nie lubiła tego określenia) katuje kogoś, kto dopuścił się zamachu na jego osobę, wtedy tęsknota przestawała tak bardzo ją dotykać.

Mężczyzna chciał być dokładnie takim, jak opisywał jej ojciec. Chciał być bezwzględny, nieczuły, zimny i zdolny do wszystkiego. Cóż, nie twierdziła, że nic z tego nie było prawdą. Było, nawet wszystko, ale nie zawsze, nie wszędzie.

Wiedziała, że nie chciał jej bez powodu. Potrzebował towarzystwa. Polubił ją, nawet pozwolił zamienić ciemny loch na przyzwoitą komnatę. Podarował jej bibliotekę, nie sprzedał jej cnoty za informacje. I mimo tego, że do urody Gatsona było mu bardzo daleko, to z każdym dniem coraz bardziej cieszyła się z odwołanych zaręczyn.


Bestia.


Każdy posiadał słaby punkt.

Wystarczyło zapytać o dziecko, by Mroczny spiął się i zmienił nieco nastawienie. Widziała to. Ten błysk w oku, złożenie dłoni czy upicie łyka herbaty z ulubionej, wyszczerbionej filiżanki.


A więc syn, ten jego słaby punkt był jej drogą ucieczki. Tylko nim była w stanie rozbić swoją obietnicę: na zawsze. Mogła wrócić do domu, mogła jeszcze zobaczyć świat.

-Więc pozwalasz mi iść do wioski? Ufasz, że wrócę?

-Och, kochana. Liczę na to, że nie wrócisz.

Nie chciał o nim mówić, nie chciał nawet o nim wspomnieć. I przez to wydawał się jej jeszcze bardziej intrygujący. Wiedziała, że syn stanowił najważniejszy element w jego życiu, był tą stroną medalu, której nie chciał nikomu okazać, był dokładnie tym, co było w stanie zniszczyć potężnego magika.

Poszła, tak jak obiecała, chciała uciec, by zagłuszyć walące serce.
Chciała wrócić do ojca, ale co miałaby powiedzieć? Jak uniknąć ślubu? I nie zobaczyłaby swojego Pana, Pana i ukochanego już nigdy.


Tchórz.


Chciała posłuchać opowieści o jego synu. Chciała patrzeć w jego oczy i nie myśleć o niczym innym. Zdała sobie sprawę, że zapomniała o tęsknocie.

Że przez ostatnie dni, tygodnie, spała spokojnie w swojej komnacie.

Że ostatnimi czasy nie siedziała zapłakana i nie czuła tak mocno tej pustki, którą nosiło jej serce od śmierci matki.
Patrząc na zdziwienie czarodzieja czuła się jeszcze bardziej uradowana swoją decyzją o powrocie.

Wiedziała, że jest zakochana. Tak prawdziwie zakochana.


A pocałunek prawdziwej miłości jest w stanie przełamać każdą klątwę.


Mroczny.


Miłość ma wiele twarzy.

Niektórzy nie są w stanie podjąć ryzyka. Zamykają ukochanych, każą im zniknąć i nigdy nie wracać.

Zapominają o nastającej wtenczas pustce w sercu.

W zamku nastał mrok, porcelana została pobita, wrzaski zdążyły ucichnąć. Roznosiło się tylko echo dwóch zdań:

Ponieważ nikt nie jest w stanie mnie pokochać!”

Na zawsze”

W jej przypadku na zawsze nie miało tak silnego znaczenia. Trzeba przejść bardzo krętą drogę by odzyskać miłość. A potem ją stracić i odzyskać ponownie. Zawsze trzeba umieć się znaleźć.

Tak jak dostrzec wśród tony rozbitej porcelany, jedną, małą, wyszczerbioną filiżankę.





~~~


* Once upon a time s01e12


Ostatnio mi nie idzie pisanie, a kończę w zasadzie wszystko za co się zabiorę. Nie powiem, niezbyt idzie mi pisanie o ludziach z seriali, ale jako, że jeszcze półtora miesiąca muszę czekać na powrót tego serialu, to nie mogłam się powstrzymać, by nie napisać czegoś o mojej ulubionej parze rumbelle. 
Nie wyszło do końca tak jak chciałam, w pewnym sensie najzwyczajniej opisałam część odcinka, ale no naprawdę słabo mi idzie z serialami. Uhh... Przepraszam bardzo każdego, kto czyta tego bloga, na pewno się poprawię, teraz się zaczął jeszcze sezon osiemnastek mojego rocznika, za dwa miesiące i ja otrzymam dowód pełnoletności i na tę okazję na pewno coś przygotuję ;)
Myślę jednak, że napiszę coś wcześniej. Mam nadzieję ;> 

niedziela, 16 listopada 2014

Jasnoszare myśli umazane błękitnym snem. ~ Cz. 3


Wzrok żadnej z dziewczyn nie przykuwał tak jego uwagi jak jej. Przecież one wszystkie miały na co patrzeć, on zwyczajnie to wiedział i akceptował przyjmując na siebie wszystkie konsekwencje. Ale żadnej z nich nigdy nie zatrzymał u swego boku na dłużej. Dlaczego? Miały zbyt dużo pigmentu.

A przynajmniej tak to nazywał.

Lubił kolory bez ubarwiaczy, wbrew pozorom „tapeta” na twarzy kobiety odstraszała go prawie tak bardzo jak nieczysta krew. Kolory mugoli były bardzo mocno rozdrobnione w wodzie, szlam tylko trochę mniej, półkrwi – co chyba było logicznie zawarte w nazwie - do połowy, a więc jedynie czystokrwiści mogli się pochwalić prawdziwą, mocną warstwą barw.

Takie kolory w opisywaniu niewiele się różniły, szmaragd Pottera nie był tak mocny jak szmaragd jednej ze Ślizgonek – Izabeli, która teoretycznie kolorystycznie bardzo przypadała mu do gustu, jednak ten szmaragd zbyt przypominał szmaragd Pottera. Nie był niczym wyjątkowym. Zatem nie był w stanie spełnić jego wymagań.



-Co to jest?

-Okulary. Dzięki nim możesz widzieć gnębiwtryski.

-Czym są gnębiwtryski?

-To magiczne stworzenia, które wlatują nam przez uszy i mieszają w głowie.

-Jakiego są koloru?

-Spójrz na moją głowę i zobacz. Jest ich tam pełno.

-Niczego tam nie widzę.

-Zatem nie mają koloru.

-Nie istnieje nic bez koloru.

-Tak więc łamią zasady.



Stał z pędzlem w ręku nie wiedząc co dokładnie miałby zrobić. Zamknął oczy. Jak miał je namalować? W jaki sposób? Nie ma takiej farby, która nie miałaby koloru. Ale ta rozmowa dała mu zbyt wiele do myślenia.

-Co malujesz? - Pansy oparła się mocno o ścianę.

-Coś, czego nie widzę. - odarł głośno wzdychając.

-Draco, czy Ty się dobrze czujesz?

-Nie. - odparł i odszedł od płótna. Schował pędzel do kieszeni i wyszedł z pokoju.



-Jak mam je namalować?

-A po co chcesz je malować?

-Po prostu chcę. Jakiego koloru mam użyć?

-One nie mają koloru.

-Więc jak?

-Pozostaw czyste płótno.

-To znaczy biały?

-Nie. Bez koloru.



Malował czarną farbą, dodawał trochę zieleni i żółci starając się pozostawić jak najwięcej pustych malutkich plamek dookoła.

-Malujesz gwiazdy na Ziemi? - Blaise spojrzał na niego z politowaniem.

-Nie. Maluję to, co siedzi mi w głowie. To coś, co wleciało prosto przez uszy i nie pozwala mi o niej zapomnieć.



-Chcę Cię namalować.

Dziewczyna spojrzała na niego i powoli wstała od stołu.

-A jak chcesz to zrobić? - zapytała ciepło.

-Nie jestem pewien. - odparł. - Ale chyba pozwolisz mi spróbować.
Zaśmiała się zaciekawiona, po czym pozwoliła się złapać za rękę i wyszła tak z nim z Wielkiej Sali ignorując zazdrosne spojrzenia dziewczyn oraz pełne zdziwienia tudzież pogardy kierowane przez jej czy też jego przyjaciół.

Udali się prosto do lochów Slytherinu, przemknęli przez pokój wspólny i dotarli do dormitorium Dracona. Zamknął drzwi na wypadek nieproszonych gości (których był w tym momencie bardziej niż pewien) i tak dla pewności rzucił zaklęcie wyciszające (jakby chcieli się wydzierać, by ich wpuścił).

Blondynka usiadła swobodnie na jego łóżku i rozejrzała się dookoła. Uśmiechnęła się.

-Ładnie tu. - powiedziała. - Zawsze myślałam, ze lochy są bardziej ciemne.

Skinął lekko głową i podszedł do płótna ustawionego naprzeciw łóżka.

-Jaki jest Twój ulubiony kolor? - zapytał zerkając na nią.

-Żółty. - odparła. - A Twój?

-Srebrny.

Pędzel szybko zrobił się żółty, ale nie bardzo wiedział co miałby nim przekazać. Nie chciał malować portretu, nie takiego zwykłego – to mógł zrobić każdy malarz nawet mugolski i nawet z ulicy. To nie była dobra droga.

-Jak chcesz mnie namalować? - zapytała przechylając lekko głowę i obserwując pędzel.

-Nie wiem. - odparł całkiem poważnie. - Nie wiem jakiego koloru użyć.

-Musi to być jeden kolor?

-Jeden wiodący. Każdy ma jakiś kolor wiodący.

-Jaki masz Ty?

-Szary.

-Bzdura. - wywróciła oczami.

-Co?

-Bzdura. - powtórzyła. - Na pewno nie szary. A przynajmniej szary nie jest wiodący.

-Więc jaki w Twoim mniemaniu?

-To proste. - pokręciła głową. - Przy swoich przyjaciołach jesteś złoty, dla kobiet jesteś zimno-błękitny, dla rodziców jesteś zielony, dla Sam-Wiesz-Kogo jesteś szary, a dla Harry'ego jesteś czarny.

-A reasumując?

-Namaluj to co widzisz, Draco. - Luna poprawiła włosy. - Są takie przedmioty, które mają nieco więcej niż jeden kolor.

Prychnął pod nosem i na jego pędzlu pojawił się różowy kolor. Nie był przekonany, zupełnie nie był przekonany, ale od czegoś zacząć musiał. A ona miała w sobie coś z różu, taka delikatna, kochająca...

Patrzył na nią, myślał o niej i nawet nie zauważał koloru na jego pędzlu powoli się zmienia. Spoglądał na płótno, ale nie zwracał na to uwagi. Linie nie mogły być proste, jej włosy zostawił przezroczyste (na cześć gnębiwtrysków), a kolory zmieniały się co chwilę.

Delikatna, wrażliwa, pomocna...
Pełna intuicji i uczuć...
Spostrzegawcza, pełna wyobraźni...

Inna niż wszystkie.

Dopiero przy ostatnim pociągnięciu pędzla zmarszczył brwi. Kolory się zmieniały.

Był róż, wrzos, fiolet, błękit, czerń, granat i ten kawałek pustki na jej włosach.

To nie był portret, rysunek obejmował dziewczynę siedzącą na jego łóżku, siedzącą w ciemnym otoczeniu i jaśniejącą na jego tle.

Blondynka wstała, obejrzała jego dzieło i uśmiechnęła się lekko.

-Chyba Ci się udało. - stwierdziła nieco rozbawiona. - Można by powiedzieć, że to ametyst, mój ulubiony kamień. Jest wyjątkowy, ludzie twierdzą, że fioletowy, ale to nie jest do końca prawda. 

Może być też różowy czy niebieski... Łączy.

-Jesteś ametystem. - stwierdził.

-Wychodzi na to, że tak. - skinęła głową.

Spojrzał na obraz jeszcze raz. Widział na nim dziewczynę mocno odznaczającą się na tle, o której mógł powiedzieć więcej, niż tylko jeden kolor. I wiedział, że mu się udało.

-Namaluj mnie. - powiedział po chwili spoglądając na nią i podając jej pędzel.

-Nie potrafię. Nikt naprawdę tego nie potrafi.

-Co to znaczy?

-Jesteś wyjątkowy. Twoje maski są wyjątkowe. Jeszcze tego nie zauważyłeś?

-Czego miałbym nie zauważyć?


-Jesteś lustrem, Draco. A namalować idealnie lustro, to rzecz niewykonalna nawet w świecie czarów. 



~fin~




W końcu udało mi się napisać ostatnią część tego opowiadania. Jestem z niego zadowolona, uwielbiam kolory i rzeczy, które od tych kolorów odbiegają ;> 
Wiem, że długo mnie nie było i za to przepraszam, ale plan zajęć nieco mi się zmienił, staram się też ćwiczyć regularnie, więc mam mniej czasu na pisanie, nad czym bardzo ubolewam. Nie wiem kiedy się pojawi coś następnego, ale myślę, że nie będziecie na to czekać więcej niż 2 tygodni ;]

niedziela, 17 sierpnia 2014

Prorok prawdę Ci powie.



PROBLEMY W MAŁŻEŃSTWIE POTTERÓW
autor: Melanie M.
Jak wiadomo Harry Potter i Ginny Potter (Weasley) kilka miesięcy temu stanęli przed ślubnym kobiercem obiecując sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Jednak z naszych źródeł wynika, że owa przysięga przestała już się dla nich liczyć! Czyżby codzienność zniszczyła ten związek? Jak wiemy ich małżeństwo zostało zawarte już dwa miesiące po zniszczeniu Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Może była to zbyt pochopna decyzja?
„Tam wciąż są jakieś awantury!” - donosi jedna z sąsiadek młodej pary. - „Nawet po północy! On przychodzi z pracy, a ona na niego krzyczy, że za długo, że ona sama tam siedzi. Rozumiem ją doskonale, ale mogliby o tym dyskutować o normalnych porach z normalnym poziomem decybeli. To już trwa chyba od ślubu!” - dodaje.
To chyba nie wszystkie problemy rodziny Potter. Dostaliśmy doniesienie, że Ginny Potter była niedawno widziana w towarzystwie przystojnego mężczyzny, którym z pewnością nie był jej mąż. Czyżby kobieta nie była uczciwa w stosunku do swojego męża?


SPOTKANIE BEZ HARRY'EGO POTTERA?
autor: Melanie M.
Wczoraj wieczorem w herbaciarni u pani Puddifoot odbył się słodki podwieczorek. Można było tam znaleźć Ginny Potter, Rona Weasleya z obecną partnerką Pansy Parkinson, Hermionę Granger oraz Blaise'a Zabiniego. A gdzie Harry Potter? Czyżby nie chciał wychodzić z żoną? Może uznał, że w towarzystwie Rona i Hermiony dziewczyna nie będzie kokietowała nikogo innego?
Z naszych źródeł wynika, że pan Potter mógł się nieco pomylić. Prawdopodobnie pan Zabini nieustannie zalecał się do młodej żony Harry'ego Pottera. Podobno flirtu nie zabrakło.
Z relacji świadków wynika, że panna Granger jako pierwsza opuściła herbaciarnię. Ron Weasley prawdopodobnie odprowadził swoją partnerkę do siebie, zatem czy pan Zabini zrobił to samo z panią Potter? Czy Zbawca Świata ma powody do zazdrości?


PRACA POWODEM PROBLEMÓW
autor: Melanie M.
Kilka dni temu byliśmy świadkami wyprowadzki Ginewry Potter do swojej obecnej przyjaciółki, jak i zarówno partnerki swojego brata – Pansy Parkinson. Dziś panna Potter była łaskawa udzielić nam krótkiego wywiadu dotyczącego jej obecnych relacji z mężem.
„Ja już nie mogę. Nie mogę po prostu.” - powiedziała nam szlochając. - „On jest okropny! Ciągle tylko praca i praca! Wychodził wczesnym rankiem, a wracał późno w nocy. Często się kłóciliśmy, już nawet spaliśmy w osobnych pokojach. Nie pamiętam kiedy ostatnio było dobrze. Miałam dość. Mam dość. Chyba jednak to nie jest to.”
Zapytaliśmy Ginny Potter o to, czy zamierza się rozwieźć, skoro sytuacja z jej mężem jest taka zła.
„Tak, tak” - odparła wycierając oczy chusteczką. - „Nie widzę innego rozwiązania. Tak będzie najlepiej. Dla mnie i dla Harry'ego, swoją drogą on jest wciąż moim mężem i kocham go. Chcemy być przyjaciółmi, ja tego bardzo chcę. Ale żyć tak już nie dam rady. To... powiedzmy, że początek nowego rozdziału w życiu”. - dodała.
Jednak byliśmy ciekawi co pani Potter odpowie, gdy zapytamy ją o pana Zabiniego. Przerwała jednak to pytanie Pansy Parkinson mówiąc, że jej przyjaciółka ma dość na dziś i muszą iść na długie, relaksujące zakupy. Taka szybka ucieczka dała nam do myślenia. Czyżby jednak plotki o romansie pani Potter nie były wyssane z palca?


PRZYJAŹŃ LEKARSTWEM NA WSZYSTKO
autor: Melanie M.
Miesiąc temu jak wiadomo odbył się rozwód Ginny Weasley i Harry'ego Pottera. Przez ten okres nie mieliśmy informacji jak byli małżonkowie radzą sobie z nową sytuacją, ale wygląda na to, że bardzo im to pomogło. Wczoraj w herbaciarni u pani Puddifoot byli małżonkowie spotkali się po raz pierwszy od rozwodu. Nie sami oczywiście. Ron Weasley, Pansy Parkinson, Blaise Zabini i Hermiona Granger również byli obecni przy spotkaniu. Przypomina nam to spotkanie przed rozwodem, jednak wtedy pana Pottera nie było wśród pozostałych.
„Towarzystwo naprawdę dobrze się bawiło. Zamawiali dużo herbaty i siedzieli aż do zamknięcia. Jeżeli był potrzebny rozwód, żeby Ginny i Harry tak dobrze się ze sobą dogadywali, to bardzo dobrze, że on się odbył” - mówiła nam kelnerka herbaciarni.
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że byli małżonkowie tak dobrze radzą sobie po rozwodzie. Jednak co się stanie gdy jedno znajdzie partnera na stałe? Krążą plotki, że Ginny Potter związała się z Blaise'm Zabinim. Co na to Harry? Przekonamy się wkrótce.


HARRY POTTER SIĘ ZAKOCHAŁ?
autor: Melanie M.
Odkąd Ginny Weasley oświadczyła, że spotyka się z Blaise'm Zabinim między nią a Harry'm doszło do kłótni. Byli małżonkowie wykrzykiwali w swoją stronę obelgi na środku ulicy oskarżając się wzajemnie o zdradę.
„Wiem, że zawsze była dla Ciebie najważniejsza! Widziałam to! Myślisz, że nie zauważyłam, że te Twoje siedzenie w pracy to nie tylko sama praca! Zawsze musiałeś ją odprowadzić pod sam dom, a przecież mogła użyć kominka! Zawsze, ale to zawsze była przede mną! Nawet w szkole zawsze była pierwsza! To, że pracujecie razem spowodowało, że nie chciałeś wracać do domu, nie chciałeś wracać do mnie! Przyznaj się Harry! Teraz już nic nas nie łączy, ale przyznaj, że zawsze, ale to zawsze była ważniejsza!” - tak właśnie wykrzykiwała Ginevra Weasley.
„Dobra! Jak tak chcesz to Ci powiem. Była. Zadowolona? Kocham Cię Ginny, zawsze Cię kochałem i dlatego chciałem za Ciebie wyjść. Starałem się o niej zapomnieć. Nie wyszło. Jednak nigdy Cię nie zdradziłem, a Ty mnie chyba owszem!” - odwarknął jej Harry Potter.
Po wypowiedzeniu kilku zdań oboje zamilkli i patrzyli się na siebie wzajemnie przez dłuższą chwilę. Potem się pogodzili, jednak uznali, że już nigdy do siebie nie wrócą, pozostanie przyjaźń.
Co z tego wynika? Harry Potter prawdopodobnie jest zakochany w jakiejś dziewczynie już od lat. Czyżby to była Cho Chang pracująca tak jak Potter w Ministerstwie? Wiemy także, że między panią Weasley a panem Zabinim mogło dojść do czegoś jeszcze kiedy Ginny była zamężna. Czy to koniec rewelacji miłosnych Harry'ego i Ginny? Z pewnością nie.


TAJEMNICZA DZIEWCZYNA POTTERA? MY WIEMY KTO TO!
autor: Melanie M.
Jeszcze niedawno pisaliśmy o kłótni Harry'ego Pottera i Ginewry Weasley, w której to kobieta zarzucała Wybawcy Świata miłość do innej kobiety. Z naszych najnowszych źródeł bardzo jasno wynika, że tą kobietą jest dobrze wszystkim znana najlepsza przyjaciółka Pottera – Hermiona Granger!
Jeszcze kilka lat temu w naszej gazecie można było wyczytać o rzekomym romansie Harry'ego i Hermiony, które jednak się nie potwierdziły. Jednak wychodzi na to, że już wtedy było coś na rzeczy. Uczucie kiełkowało, nie było aż tak widoczne, zwłaszcza dla tej dwójki. Jednak co robili przez kilka miesięcy poszukiwania horkruksów Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawia, kiedy odłączył się od nich Ronald Weasley? – tego nie wie nikt. Najwyraźniej właśnie przez ten okres to kiełkujące uczucie wydało pierwsze 'plony'. Ginny krzycząc do byłego męża powtarzała, że od początku wiedziała, że nie jest dla niego jedyną. Czyżby to było powodem ochłodzenia jej relacji z Hermioną?
Skąd wiemy, że to akurat panna Granger jest tajemniczą wybranką Harry'ego Pottera? Zacznijmy od pracy. Jak wiadomo z relacji Ginny owa miłość Zbawcy Świata musiała z nim pracować w Ministerstwie oraz chodzić z nim do szkoły. To zawężyło ogromną listę kandydatek, jednak wciąż pozostało kilkaset pasujących, w tym była miłość Pottera – Cho Chang. Próbowaliśmy wypytać w ministerstwie jaką to kobietę Wybawiciel Świata odprowadza każdego dnia do domu, jednak nie otrzymaliśmy żadnych informacji.
Zatem skąd nasza pewność? Zacznijmy od wizyt Harry'ego i Hemriony w Hodsmeade już od rozwodu. Nie pisaliśmy o tym wcześniej, gdyż nie spodziewaliśmy się, że może się w tym mieścić coś więcej, niż tylko przyjacielskie wypady. Jednak Harry znajdował czas na spacery z Hermioną, a na Ginny miesiąc wcześniej już nie? Czas musiał się skądś wziąć. Ostatnimi czasy para jednak przestała się ukrywać, nieraz mogliśmy dostrzec ich chodzących za ręce czy pod ramię. Nasi reporterzy byli świadkami kilku pocałunków, które zupełnie przelały czarę wątpliwości. A na imprezie Ministerstwa Magii z kim przyszedł Potter? Chyba nie trzeba nic dodawać.
Czy coś jeszcze? Owszem. Doszły nas słuchy, że Harry i Hermiona zamierzają się przeprowadzić! I to do mugolskiej części Londynu!
„Chyba musimy odpocząć” - powiedział Potter ciągnąc za rękę swoją partnerkę. - „Jednak w pracy będziemy normalnie. Chcemy być szczęśliwi, choćby daleko stąd. Ale zawsze będziemy dla ludzi, nigdzie się nie ukrywamy.” - zaśmiał się, po czym wziął Hermionę pod ramię i uciekli prosto do Miodowego Królestwa. Życzymy im mnóstwa słodkości i wytrwałości w codzienności!



-”Zawsze będziemy dla ludzi, nigdzie się nie ukrywamy” - prychnął Potter odrzucając gazetę.
-Daj spokój Harry, czemu to w ogóle czytasz? - zaśmiała się Hermiona pakując kilka książek do kartonów.
-Pamiętam, że powiedziałem: „wynosimy się stąd, bo nie chcemy, żeby Prorok dalej nas dręczył, chcemy prywatności!”. Durna kobieta, zawsze wszystko przekręci. - prychnął chłopak.
-Daj spokój, teraz już będzie jej trudniej, chyba, że będzie za nami latać do mugolskiego świata. Jeszcze by musiała znać adres.
-Zdobędzie go szybko, ona jest... - wzdrygnął się – Ona chyba uczy się na Ritę.
-Daj spokój, Harry i pomóż mi się spakować, za godzinę mamy tam być, a jeszcze wieczorem idziemy na ślub Rona i Pansy - westchnęła dziewczyna.
-Wiem. Ciekawe kiedy Ginny wyjdzie za Zabiniego.
-Zazdrosny?
-Nie. Po prostu w naszym towarzystwie zaczyna roić się od Ślizgonów, nie zauważyłaś? Ron z Pansy, Ginny z Blaise'm i jeszcze Luna z Malfoyem! - wzdrygnął się.
-A Ty z Gryfonką, Harry. - westchnęła ciemnowłosa. - No już, pomóż mi.
-Tak jest. Czekałem na to kilka lat.
-Na pakowanie moich książek?
-Na zaczęcie nowego rozdziału w życiu. Z Tobą.


~fin~

W tym opowiadaniu najbardziej mi się podoba, że zawarłam takie pary, które no bardzo ogólnie mi się podobają. A mianowicie: Harry i Hermiona, Luna i Draco, Blaise i Ginny i tak już mniej, ale wciąż Ron i Pansy. 
Wiem, że zajęło mi to bardzo dużo czasu, ale tu mnie nie było, tu nie miałam weny, tu nie miałam pomysłu. To opowiadanie zaczynałam trzy razy, każde z innym pomysłem, z inną fabułą, ale... tak się skończyło. To mój pierwszy raz jeśli chodzi o pisanie "w gazecie", ale wyszło mniej więcej tak jak chciałam. 
Do zobaczenia niedługo ;)

niedziela, 15 czerwca 2014

I can't live without you, I can't live without you, baby.


Każdy z dni dłużył się niemiłosiernie.
Pobudka późnym popołudniem. Śniadanie. Nauka. Obiad. Stefan, Jeremie i Caroline. Kolacja.
A potem noc. Najgorszy, a zarazem najbardziej wyczekiwany przeze mnie czas.
Mogę wtedy zamknąć oczy, wyciszyć się i zwyczajnie, samotnie myśleć.
Myśleć o tym, co mogę jeszcze zrobić.
I wspominać.
I płakać.
I czuć.
Nocami prawie nie sypiam. Dopiero nad ranem, gdy słońce już zacznie wschodzić, jestem zmęczona płaczem, tęsknotą, brakiem nadziei. I dopiero wtedy mogę zasnąć.
Minął pierwszy miesiąc po Twojej śmierci, a ja dalej nie mogę uwolnić się od wspomnień. Osaczają mnie, a ja nie chcę nie mam siły ich odciągnąć.


~~~


Elena Gilbert wstała dość wcześnie jak na swoje obecne standardy, wskazówki zegara nie zdążyły pójść daleko za liczbę 12. Na starą piżamę narzuciła szlafrok, ubrała kapcie i zaczęła powoli schodzić po schodach.

W salonie rodziny Salvatore'ów na pierwszy rzut oka było pusto, jednak dziewczyna dobrze wiedziała, że nie powinna dać się zwieść pierwszemu wrażeniu. Jednak tym razem na niewiele zdała jej się ta ostrożność, salon był całkowicie opustoszały.


Gdybyś tu był, pewnie piłbyś teraz burbon. Nieważne czy rano, czy wieczór, czy jest okazja, czy jej nie ma, dla Ciebie zawsze był powód do picia.


Poszła do kuchni, wzięła miskę do której nasypała starych płatków i wlała mleka. Usiadła przy stole i zaczęła grzebać łyżką w misce. Trochę jadła, trochę się bawiła.


Gdybyś tu był, pewnie śmiałbyś się z mojego śniadania. To takie ludzkie. Ale kiedyś jadłam to co ranek. Wtedy, kiedy jeszcze nie zdążyłeś pojawić się w moim życiu. Kiedy jeszcze nic do Ciebie nie czułam. Może dlatego to robię.


-Może wolisz to?

Uniosła wzrok dopiero po chwili, chciała dokończyć jedną ze swoich myśli. Stefan stał nad nią z ciemnoczerwoną torebką pełną świeżej krwi. Położył ją na stole i przysiadł się na krzesło obok dziewczyny.

-Musisz żyć. - powiedział zimno. - Musimy wszyscy zacząć naprawdę żyć. Musisz spróbować nie myśleć o tym.

-Mogę wyłączyć emocje. - powiedziała po chwili. - Stać się czymś pustym. Już raz to zrobiłam, nie myślałam, mogłam choć trochę się od tego uwolnić.

-Ale to nie jest rozwiązanie, dobrze o tym wiesz.

-Tylko dlatego jeszcze tego nie zrobiłam. - pokręciła głową.

Wstała, odstawiła miskę do zlewu i poszła na górę, nie tykając nawet torebki z krwią.


Gdybyś tu był, pewnie powiedziałbyś, że mam się go słuchać. Nawet, że powinnam się w nim na powrót zakochać. Żyć jak gdyby nigdy nic. Nie płakać za Tobą. Jesteś idiotą.


Umyła się, ubrała, rozczesała włosy. Na dół zeszła dopiero wtedy, gdy Caroline zaczęła dobijać się do jej drzwi. Nie czuła potrzeby pójścia na za zakupy, nauki, czy treningów z Jeremie'm czy Mattem. Cała grupka czekała na nią na dole. Z jednym bonusem.

-Ezno ma pomysł, jak wyciągnąć ich zza światów. Damona i Boonie. - poinformowała ją Caroline, gdy tylko pojawiła się na dole.

Nie ożywiła się. Nie chciała nadziei, która i tak prawdopodobnie miała za chwilę zniknąć.

Siedzieli do późnego wieczora, zdążyła się nawet skusić na torebkę z krwią.

Ale nic nie znaleźli.

Plan, z którym przyszedł Enzo okazał się być niemożliwy do zrealizowania. Tak jak myślała. Nie było nadziei. Straciła go. Stracili ich.


Gdybyś tu był, pewnie powiedziałbyś, że jesteśmy głupi. Że marnujemy popołudnie próbując chronić Twój tyłek. Że nie możemy się pogodzić z Twoim odejściem. Masz rację.


Wyszła z domu. Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza, pobyć trochę sama. Biegła, a zaraz potem szła. Mijała ludzi patrząc w oczy każdego z nich. Nic nie mówiła, nawet gdy słyszała burknięcie jakiegoś nastolatka: „co się gapisz?”.

Zawędrowała do lasu, feralnego lasu, to tamtego miejsca. Chodziła po nim jakby go szukając. Zaglądała za drzewa mając nadzieję, że może go zobaczy, że może on tylko czeka, aż ona się pojawi.


Nie ma nadziei, Ty już nie wrócisz.



I szła z każdym krokiem płacząc głośniej.

-Wróć do mnie... Proszę...

-Elena?

Podniosła wzrok. Zrobiła kilka dodatkowych kroków. Stał tam, w miejscu śmierci Damona. Z burbonem w ręce. Był już trochę pijany.

Podeszła do niego powolnym krokiem. Usiadł na ziemi, więc ona też usiadła. Podał jej alkohol. Nie musiała się zastanawiać, wzięła butelkę do rąk i pociągnęła z gwinta.

-Alaric... Co Ty tu robisz?

Mężczyzna wzruszył ramionami, pokręcił głową.

-Był moim przyjacielem. Pił na moim grobie, więc właśnie się mszczę. - zaśmiał się sucho. - Przychodził skarżyć się na otaczający go świat. Gdyby teraz tu stał jak myślisz, na co by się skarżył?

Zamilkła. Zaczęła szukać w swojej głowie wszystkich możliwych odpowiedzi. Miała przed oczami listę długą aż do ziemi.

-Na nic, Eleno. Na koniec dostał wszystko. - westchnął głęboko. - Życie jest popieprzone. On jest popieprzony. - napił się z butelki - Ale on wróci.

Pokręciła głową.

-Naprawdę tak myślisz? Naprawdę jeszcze w to wierzysz? Dlaczego?

-Bo Damon zawsze znajdował sposób, by uprzykrzać innym życie.

Uśmiechnęła się gorzko.

-Tym razem nie jest to takie proste. - powiedziała cicho.

-Nic prostego nie jest warte zachodu.

Uśmiechnęła się delikatnie. Po raz pierwszy od jego śmierci była w stanie wydobyć z siebie szczery uśmiech. Po raz pierwszy naprawdę nabrała nadziei.

Siedzieli tam długo, do samego rana. Nie płakała w samotności. Śmiała się. Wierzyła. Czuła, że nie jest sama. I bardzo jej to odpowiadało.


Gdybyś tu był, powiedziałbyś, że jestem głupia. Że powinnam odpuścić. A ja wtedy pocałowałabym Cię lekko, byś przestał gadać bzdury.

Gdybyś tu był powiedziałbyś „Kocham Cię, Eleno Gilbert”. I usłyszałbyś ode mnie „Kocham Cię, Damonie Salvatore, i wiem, że znajdę sposób, by to nie były już tylko moje myśli.



~fin~


Moja pierwsza Delena... nie wyszło do końca tak jak chciałam, następnym razem postaram się trochę bardziej. ;)

niedziela, 4 maja 2014

Czym jest miłość?


Miłość – uczucie, które występuje w relacjach, zachowaniach, postawach międzyludzkich.

Jednak według młodej Luny Lovegood sprawa nie jest tak prosta. Gdyby ktoś podszedł do tej blondynki o roziskrzonych oczach i zadał krótkie pytanie:

-Czym jest miłość?

Pewnie by się uśmiechnęła.

Pewnie pokiwałaby radośnie głową.

Pewnie powiedziałaby o kochonoszkach czerwonych wysypujących pyły na ludzkie głowy, sprawiając, że Ci naprawdę ją czują. Ale pył zawsze może się zetrzeć, dlatego należy na niego bardzo, ale to bardzo uważać.

Pewnie śmiałaby się jak dziecko mówiąc o tym, jak wspaniale jest kochać, jak to uczucie przepełnia, sprawia, że nie możesz myśleć już o niczym ani nikim innym.

Pewnie obróciłaby się teatralnie i zaczęła szczebiotać o tym, jak ludziom brakuje miłości, mówić, jacy są bez niej smutni, a ona może być na to wszystko lekarstwem.


W końcu ktoś zebrał się na odwagę, podszedł do siedemnastoletniej Luny Lovegood i zapytał:

-Czym dla Ciebie jest miłość?

Dziewczyna uśmiechnęła się, pokiwała radośnie głową. Powiedziała o kochonoszkach czerwonych, które mają mnóstwo pracy, bo fruwają nad ludźmi wysypując im na głowy czerwony pył, który sprawia, iż Ci prawdziwie się zakochują. Ostrzegła przed zbyt mocnym pocieraniem głowy, bo każde takie działanie może spowodować starcie się cudownego daru.

Zaśmiała się jak dziecko, mówiła o wspaniałości miłości, o tym, że gdy ją czujesz, nie możesz już myśleć o niczym innym. Obróciła się teatralnie i mówiła dalej o tym, jak smutny byłby świat bez miłości. I dodała jeszcze:

-Ale miłość nie jest po to by ją definiować. To uczucie dynamiczne, zmieniające się każdego dnia. Jest nałogiem, zbyt duża dawka może również szkodzić. Miłość jest skokiem w przepaść bez końca Nawet bez różdżki i spadochronu. Jest niebezpieczna, nigdy nie wiesz, czy nie rozbijesz się po drodze. Miłość to ciągły lot, nigdy nie można dotrzeć do szczytu jej mocy, chodzi o to, by codziennie kochać mocniej i mocniej. Zakochiwać się od nowa. Wciąż przyciągać kochonoszki. To właśnie jest moja miłość.



Gdyby ktoś podszedł kiedyś do Dracona Malfoya i zapytał go:

-Czym jest miłość?

Pewnie prychnąłby teatralnie.

Pewnie wywróciłby oczami.

Pewnie zaśmiałby się pod nosem i powiedział z pełnym przekonaniem:

-Nie istnieje nic takiego jak miłość.


W końcu ktoś zebrał się na odwagę, podszedł do osiemnastoletniego Dracona Malfoya i zapytał:

-Czym jest miłość?

Chłopak prychnął teatralnie, wywrócił oczami, zaśmiał się pod nosem i powiedział z pełnym przekonaniem:

-Miłość jest skokiem w przepaść bez końca nie mając różdżki ani mugolskiego spadochronu.

Przeczesał włosy palcami bardzo delikatnie, pokręcił głową, zaśmiał się pod nosem i dodał:


-Chyba kochonoszki za dużo mi tego na łeb wsypały.




~fin~ 


Dzieło spontaniczne, wykonane dzisiaj, jeszcze chwilę temu ;)
Ale jakoś mi się podobało i uznałam, że tu wstawię, zresztą Drunę pierwszą chciałam mieć na tym blogu, a jeszcze mam przez 10 minut imieniny, więc jest teraz. 
Dziękuję mojej Weronice za poprawienie błędów mimo braku czasu ;*
Jeszcze w tym tygodniu coś tu wkleję, mam nadzieję, że pojawią się czytelnicy ;3